środa, 27 sierpnia 2014

JARMUŻ top produkt


Niewątpliwie superproduktem jest jarmuż. Z jego dobrodziejstw trzeba korzystać, a ponieważ nie jest to proste gotując, ja używam go do zielonych koktajli. To najprostszy dla mnie sposób, aby jarmuż był stale obecny w kuchni. Nie traci też przy tym swoich cennych wartości. 
Jestem zwolenniczką upraszczania w kuchni i czasem są produkty, które nie tak łatwo przyrządzić smacznie i szybko, a jednocześnie są tak wartościowe, że nie sposób byłoby z nich zrezygnować. Do takich właśnie nalezy jarmuż.
Kiedy już na jarmuż trafimy, możemy po opłukaniu go, oderwać liście od twardych części i tak przygotowany zamrozić. Praca na kilka minut, a mamy wtedy jarmuż pod ręką. Dodatkowo, po przemrożeniu, traci on goryczkę i łatwiej wtedy wykorzystać go także do potraw gotowanych. 
Choć ja osobiście bardzo rzadko gotuję to warzywo. Zielone koktajle z jego udziałem, całkowicie zaspokajają moją potrzebę korzystania z jarmużu. I takie jego wykorzystanie polecam najbardziej, także z uwagi na to, że nie poddajemy go wtedy żadnej obróbce cieplenej, a więc zachowuje on wszystkie najcenniejsze dla nas składniki. 
Inspiracje na przygotowanie koktajli znajdziecie tutaj:
Składnikiem zielonym kazdego z nich, może być jarmuż.

wtorek, 19 sierpnia 2014

NIE MA ZDROWIA BEZ SŁOŃCA – BEZCENNA WITAMINA D


Nie mam w zwyczaju powielać cennych treści – z dostępnych obecnie powszechnie źródeł wiedzy. Na końcu tego artykułu, znajdziecie 2 polecane pozycje książkowe i 2 linki (pierwszy - artykuł wyczerpujący najważniejsze treści merytoryczne; drugi to artykuł napisany niezmiernie wyraziście i bez ogródek) – w których, kto ciekawy, może sobie poczytać bardziej szczegółowo o witaminie D.

Zależy mi natomiast na tym, aby ta oczywista prawda, że odpowiednia dawka promieni słonecznych UVB jest niezbędna i mniej oczywista, że witamina D ma ogromne znaczenie dla zdrowia i samopoczucia (zwykle częściej słyszymy o skutkach jej nadmiaru aniżeli niedoboru), stała się Waszą prawdą, bo nikt inny, jak tylko każdy z nas sam, a już na pewno nie medycyna w obecnym stanie w Polsce – o nas nie zadba.
Weźmy sobie więc tę prawdę na tyle mocno do serca, aby stała się ona wymiarem praktycznym naszego życia. Zwłaszcza, że nie jest to nic skomplikowanego. Wystarczy o kilku podstawach pamiętać.

Rola słońca jest nieoceniona. Wciąż jednak słyszymy zalecenia dotyczące ochrony przed promieniami słonecznymi (powszechnie zalecane i reklamowane jest stosowanie kremów z filtrami, wciąż słychac ostrzeżenia o zagrożeniu dla zdrowia skóry). 
Tymczasem czy wiecie, że około 90% społeczeństwa ma poważne niedobory witaminy D? No a w końcu słońce jest bardzo ważnym jej źródłem. W okresie letnim, w naszym klimacie – najważniejszym. 
Niełatwo pozyskać odpowiednią ilość witaminy D z pożywienia (głównym jej źródłem w pożywieniu są tłuste ryby, dobrej jakości nabiał i jajka).
Zlekceważenie poziomu witaminy D, jaki mamy w organizmie, jest poważnym w konsekwencjach błędem. 
Z uwagi na antysłoneczne kampanie z jednej strony, a  z drugiej na nadmierne korzystanie ze słońca prowadzące do opalenizny (ta, jest niczym innym jak reakcją obronną przed nadmiarem słońca, a jednocześnie źle wpływa na poziom witaminy D w organizmie, zaburzając proces jej wytwarzania) – warto sprawdzić ile naprawdę tej witaminy w naszym krwioobiegu się znajduje. BEZ JEJ OPTYMALNEGO POZIOMU, trudno jest cieszyć się świetnym samopoczuciem fizycznym, dobrą kondycją psychiczną, właściwą wagą, zdrowym ciałem i w pełni sprawnie działającym układem odpornościowym. 
Nim więc zaczniemy słuchać ostrzeżeń dotyczących zbyt dużych ilości witaminy D, najpierw zobaczmy, czy nie jesteśmy w grupie 90% Polaków, których dotyczy jej zbyt mała, do zachowania zdrowia, ilość.
Trzymanie się zasad odżywiania w dbałości o równowagę pH i właściwą florę bakteryjną jelit przynosi ogromne korzyści i ma też duże znaczenie dla oddziaływania witaminy D w naszym ciele. Jednak najpierw musimy skądś tę witaminę wziąć. Dlatego słońce jest nam absolutnie niezbędne. I TO JEST SPRAWA PIERWSZEJ WAGI, która zwielokrotni pozytywne efekty jakie osiągamy, zaczynając dbać o siebie. SPRÓBUJCIE sami – zmianę zauważycie.

Co zatem należy zrobić? ZUPEŁNIE NIEWIELE.
a) sprawdzić poziom witaminy D w organizmie (wskazówka co zbadać i jaka powinna być zawartość będzie poniżej)
b) jeśli mamy jej za mało, uzupełnić niedobory przynajmniej do momentu osiągnięcia wartości powyżej 50ng/ml
c) utrzymywać jej dobry poziom stale. W tym celu zażywać 15 minutowych kąpieli słonecznych w miesiącach kwiecień-wrzesień (jeśli jest taka możliwość, to nawet codziennie), w czasie, kiedy słońce jest najwyżej (czyli najlepiej w samo południe); w miesiącach pozostałych korzystać dodatkowo z suplementów (dbając jednocześnie o jedzenie zielonych warzyw i kiszonek)

Kąpiele słoneczne powinny stać się naszą codziennością. Kąpiel słoneczna nie oznacza opalania się (to nie jest zdrowe). Długość przebywania na słońcu, którą możemy nazwać kąpielą słoneczną, a nie opalaniem się, jest nieco indywidualna – dla jednej osoby może być to 10 minut, a dla innej 20. Aby zanadto nie komplikować, możemy przyjąć, że 15 minut w południowym słońcu powinno wystarczyć i zabezpieczyć nam odpowiednią ilość witaminy D w okresie letnio-wiosennym. Oczywiście pod warunkiem, że część naszego ciała jest odkryta i nie mamy na sobie kremów z filtrami ochronnymi.
Okresowo robimy różne badania krwi, nikt jednak nie zawraca sobie głowy witaminą D. Tymczasem jej niski poziom to prosta droga do braku zdrowia i powinno się brać ją pod uwagę jako badanie podstawowe.
Polecam, aby badając krew, zbadać także poziom witaminy D – konkretnie wykonać badanie zawartości 25(OH) we krwi. Takie badanie dobrze jest co jakiś czas powtórzyć. Pod koniec lata powinniśmy mieć jej dość, ale czy mamy? Statystyki wskazują na to, że nie.
Normy w Polsce zawierają się w granicach pomiędzy 30ng/ml a 70ng/ml. Przy czym dbając o zdrowie, absolutnie nie należy się zadowalać, jeśli zawartość 25(OH) jest niższa aniżeli 50ng/ml. Jeszcze lepiej, kiedy jest większa niż 60ng/ml.
Badanie dlatego warto powtórzyć, że przez wiele miesięcy w roku, nie mamy dostępu do wystarczającej ilości słońca. Właściwie w miesiącach od października do marca, chcąc zadbać o dobry poziom witaminy D, trzeba ją suplementować. Na rynku jest wiele dostępnych preparatów w postaci kropli, sprayu czy kapsułek żelowych. Decydując się na jakiś, warto zwrócić uwagę ile jednostek witaminy suplement zawiera. Kiedy płacimy za suplementy, to właśnie zawartość aktywnego składnika (w przypadku wit. D zawartość podawana jest w jednostkach międzynarodowych - IU) powinna być główną kwestią weryfikującą cenę – wtedy możemy ocenić, czy opłaca nam się suplement kupić. Suplementami, które mają zaledwie 200 IU (a takie też są w sprzedaży, zwłaszcza, że taki poziom jest w Polsce jako RDA – zalecane dzienne spożycie)  – w ogóle nie należy sobie zawracać głowy. 
Ja kupiłam z zawartością 2000 IU w jednej kapsułce. Kiedy zweryfikuję, jaki poziom witaminy D mam we krwi, wtedy zdecyduję, o jakie jej ilości jednostek, uzupełnię dietę jesienią i zimą, korzystając z suplementów.
Jeszcze jednym sposobem może być korzystanie z lamp emitujących UVB. Taką lampę można mieć w łazience i naświetlać się codziennie po prysznicu, przez kilka minutek. Lampa jest dobrym rozwiązaniem, ale nie są one tanie, a trzeba byłoby mieć taką w domu, aby robić to systematycznie.

Aby witamina D dobrze i właściwie spełniała swoją rolę w naszym ciele, niezbędna jest odpowiednia ilość witaminy K. TO BARDZO WAŻNE, aby wapń trafiał tam, gdzie powinien (do kości, zębów), a nie tam, gdzie mógłby nam zaszkodzić. O witaminę K raczej nie musimy się martwić, o ile stosujemy się do zasad odżywiania dbających o równowagę kwasowo – zasadową (głównie chodzi o obecność w codziennej diecie kiszonek oraz warzyw mających zielone liście i krzyżowych, np. jarmużu, szpinaku, rukoli, brokuł, kapusty, botwinki). Dodatkowo jej źródłem są masło i nabiał oraz jajka. Można też ją suplementować, ale wtedy należy pamiętać, że nie chodzi o witaminę K1 (a taką nam pewnie dadzą w aptece, kiedy zapytamy o witaminę K), ale o witaminę K2. Autor książki "Ukryte terapie" - Jerzy Zięba - zaleca suplementować witaminę K2 (konkretnie K2-MK7), przy suplementacji witaminy D3, z uwagi na to, że obie one są potrzebne do tego, aby wapń trafił tam, gdzie trzeba (czyli do kości i zębów, a nie np. tkanek miękkich).

Nie zbagatelizujcie wartości witaminy D i zbadajcie jej poziom u siebie. To badanie jest równie ważne jak podstawowe wksaźniki badane w morfologii. Być może okaże się, że wiele dolegliwości można prosto wyeliminować. Nie wspomnę o profilaktyce nękających nasz świat chorób. 

Jeśli macie ochotę nieco bardziej zagłębić się w temat, to polecam:

Jerzy Zięba „Ukryte terapie. Czego ci lekarz nie powie”
Dr Sarfraz Zaidi „Witamina D kluczem do zdrowia”

A także obszernie i wyczerpująco napisany artykuł na blogu Akademii Witalności:

http://www.akademiawitalnosci.pl/witamina-d-brakujacy-kawalek-twojej-ukladanki-zdrowia/#more-4640


Aby się jeszcze bardziej zmotywować do zbadania poziomu witaminy D oraz jej uzupełnienia, POLECAM! przeczytanie jeszcze tego artykułu:


http://www.zyciekalisza.pl/?str=61%2C89&id=139833


piątek, 8 sierpnia 2014

Historia Zosi

Kolejna, bardzo inspirująca historia. Pokazuje jak wiele można zrobić i jak dużo osiągnąć, w tak krótkim czasie. Nadesłana przez Zosię (dziękuję Zosiu i życzę dużo zdrowia i wspaniałego samopoczucia).
"Witam serdecznie!

Powodem, dla którego zainteresowałam się dietą alkaliczną, było poszukiwanie przyczyn wielu dolegliwości, takich jak: zmęczenie, częste przeziębienia, cysty, bóle głowy, problemy ze snem, problemy z łojotokiem, obniżona odporność, zbędne kilogramy, brak energii. Najpoważniejszą z nich było pojawianie się cyst w różnych miejscach, w tym na nerce, która z czasem zaczęła się zwapniać i zdecydowano na jej usunięcie, stwierdzając stan przedrakowy.

Miałam świadomość, że żyjąc w ciągłym pośpiechu, zaniedbuję się w jedzeniu. Jadłam po prostu po to, aby zaspakajać głód, nie przywiązując większej wagi do jakości pokarmu. Wszystko się zmieniło od czasu kiedy natrafiłam na blog „Alkaliczny styl życia...”. Bardzo mnie ten temat zainteresował. Treści tam zamieszczane brzmiały tak bardzo obiecująco, że postanowiłam spróbować zmienić swoją dietę. Wtedy jeszcze nie kojarzyłam tego pożytecznego materiału z osobą Beaty Sokołowskiej, której dzisiaj zawdzięczam, że tak bardzo skutecznie przekonała mnie do zmiany sposobu odżywiania. Zaczęłam oczywiście od przeglądu swoich szafek i lodówki, wyrzucając wszystko co uważałam za szkodliwe. Zniknął z mojej kuchni na zawsze cukier, biała mąka, sól (oprócz morskiej), białe pieczywo, słodycze i wszystkie puszki z przetworzonymi produktami.W lodówce w miejsce kiełbas i innych wyrobów wędliniarskich, pojawiły się różnorodne warzywa. Zrezygnowałam z mięsa, którego miejsce zajęły ryby. Półki, na których stały słoiki z kawą, wypełniły się pojemnikami z naturalnymi przyprawami. Wiele innych zmian, zgodnych z wymaganiami alkalicznej diety nastąpiło w moim domu. Zajęcia w kuchni stały się prawdziwą przyjemnością, a na talerzach jest zawsze kolorowo, zdrowo i smacznie.

Początkowo nie sądziłam, że wdrażając w życie zalecane zmiany żywieniowe, przyniosą one tak wspaniałe efekty. Od dłuższego czasu nie czuję zmęczenia, nie przeziębiam się, ustały bóle głowy i problemy ze snem, ustąpił łojotok, włosy przestały wypadać, waga ciała wróciła do normy, wzrosła odporność organizmu i przybyło mi energii.

Dzięki silnej motywacji nie miałam trudności ze zmianą nawyków żywieniowych. Zachęcam wszystkich – spróbujcie, bo warto.

Dziękuję Ci Beato i serdecznie pozdrawiam."

Historia Asi

Z ogromną przyjemnością robię ten wpis, mam nadzieję początek, już nie tylko mojej, ale wielu pozytywnych historii. Dostawałam wiele maili, na fan page pojawiało sie wiele komentarzy o tym, jak wspaniałe efekty osiągacie. Ponieważ prowadzę bloga od około roku, nadszedł czas, by za zgodą autorów, zacząć sie nimi dzielić. Ku radości mojej własnej i ku inspiracji. 
Kto chętny jest opowiedzieć o sobie - proszę o wiadomość na Facebooku lub maila na beatasokol7@gmail.com 
Dziękuję, że dziękujecie mi, ale przede wszystkim podziękujcie też SOBIE :). 

Na dobry początek, mail nadesłany przez Asię:


"Dobry wieczór,

Chciałabym Pani serdecznie podziękować za całą pracę i trud włożony w prowadzenie tego bloga. Od kilku miesięcy go śledzę sporadycznie, a od kilku tygodni każdego dnia! Przyznam, że dość powoli zaczęłam stosować się do Pani rad ale na początku nie byłam przekonana zmianą stylu jedzenia. W ubiegłym roku trafiły do mnie książki 5 przemian. Ale nie miałam cierpliwości do wielu potraw. Chyba podświadomie mój organizm wybrał jednak zdrowie. Na początku trochę po omacku ale wreszcie jestem na dobrym torze i to dzięki Pani ! Mój opis: ja - wiecznie z chorymi zatokami, na 3- 5 terapiach antybiotykowych w roku, z alergią na pyłki, kurz, koty, wełnę, soję... i okazuje się, że stosując Pani rady coś się zmienia. Jest to zmiana na lepsze i zauważana przez ludzi dookoła mnie, co jednocześnie cieszy i zwiększa motywację do dalszego działania. Rozpoczęlam od szklanki wody z cytryną. Każdego dnia. I za każdym razem robi się jakoś lekko. Nie jestem głodna i nie pożeram czegokolwiek rano. Czuję jak mój organizm się sam budzi do działania. A problemy z jelitami, żołądkiem powoli mijają. Potem w moim codziennym menu znajduje się coraz wiecej warzyw, owoców. Przybywa mi energii. Wciąż jem mięso i nie zamierzam z niego rezygnować ale jakiś czas temu przestałam jeść wołowinę i wieprzowinę. Poprosiłam rodziców , którzy mają małą ekologiczną hodowlę kur o kilka egzemplarzy piersi z kurczaka, jajek, miodu... W ostatnich 2 tygodniach nie jem białego pieczywa odstawiłam częste picie mleka. Ochota na nie przychodzi ale nie jest duża jak kiedyś. Od listopada nie piję herbaty czarnej. Prawdopodobnie wypłukały herbaty z mojego organizmu potas i wylądowałam w szpitalu na kroplówce. Herbatę zastąpiłam czystkiem. Problemy z zaniżonym potasem zniknęły. Serce bije miarowo. Moje zmiany są powolne. Nie spieszę się na tej drodze ku dobremu. Ale chciałam Pani napisać, że już dużo dobrego widać. Skóra na twarzy przestała się niezdrowo świecić, nie mam już wyprysków (!) któych nie mogłam zwalczyć żadnymi sposobami ani lekami. Myślałam, że w wieku 30 lat to nie jest do przezwyciężenia. A jednak jest! Prostą i tanią metodą - zdrowiem. Czekam z niecierpliwością na Pani książę. Czytałam Pani historię i widzę tam tak wiele powiązań do mojego stanu jeszcze z końca ubiegłego i początku tego roku.. Nurtuje mnie jeszcze jedna kwestia: W opisie Pani historii wspomina Pani o suplementach dobrze dobranych.. jestem ogromnie ciekawa jakie to suplementy. Wiem, że nieodpowiednimi można sobie zaszkodzić a Pani ma już i wiedzę i doświadczenie. Tymi powolnymi zmianami - picie soku z cytryny, zwiększanie ilości warzyw, rezygnacja z herbaty ( kawy nie piłam nigdy, alkoholu nie piję też), zmniejszeniem udziału mięsa, unikaniem mięsa wieprzowego i wołowego, rezygnacja ze słodyczy (tylko lody ale to raz, dwa razy w tygodniu), białego curku i wyrobów z białej mąki - chcę się przygotować do mojego pierwszego postu warzywno - owocowego. Myślę, że to dobra "rozgrzewka" przed tymi "zawodami". Pozdrawiam serdecznie życząc jednocześnie mnóstwa satysfakcji i zdrowia.
Joanna"

Asia dopisała jeszcze w kolejnej wiadomości "... przy okazji zarażam tym zdrowym stylem połowę osób w pracy, rodzinę i znajomych." Cóż, po prostu wspaniale :)

środa, 6 sierpnia 2014

5 KLUCZOWYCH ZASAD ALKALICZNEGO STYLU ŻYCIA - najlepsza droga do zdrowia, witalności, urody.


Chcesz cieszyć się pełnym zdrowiem, energią, witalnością, ładną skórą i szczupłą sylwetką? Naucz się żyć w równowadze pH. Zadbaj o podstawy, a efekty pojawią się szybko. 
Ja o nie dbam, przede wszystkim dlatego, że chcę żyć dobrze, do końca uczyć się i spełniać marzenia, niezależnie od tego, jak długo będę żyła.  
Alkaliczność daje wszystko, o czym tak wiele osób marzy, jeśli chodzi o kondycję fizyczną i psychiczną - siłę, urodę, dobrą wagę ciała, spokój i radość, wspaniałe samopoczucie i zdrowy sen. 
Nie jest trudne osiągnąć te efekty, ale też nie przyjdą one same z siebie. Styl życia trzeba sobie wypracować. Krok za krokiem, wracając na dobry tor, ilekroć zdarzy nam się z niego zboczyć. 
Nasza krew ma odczyn zasadowy, komórki naszego ciała świetnie funkcjonują w warunkcah pH zasadowego, w środowisku zasadowym nie ma miejsca dla chorób i nadwagi. Najlepsze co możemy dla siebie i swoich bliskich zrobić, to zadbać o równowagę kwasowo-zasadową. Znam osoby, które zmieniając styl życia na alkaliczny, zrzuciły ponad 30kg i cieszą się teraz świetną formą, kondycją oraz wspaniałym wyglądem i samoopoczuciem. Jak dugo to trwało? W przypadkach tak dużej nadwagi - rok. Ale różne pozytywne efekty pojawiają się już po kilku dniach. Są tak wyraźne, że nie sposób je przeoczyć. Kilka dni wystarczy by zaobserwować wyraźną poprawę samopoczucia i wzrost energii, by wskazówka wagi zaczęła odchylać się w dół (oczywiście jeśli mamy nadwagę), by oczy nabierały blasku, a skóra ładnego koloru i jędrności. Kilka dni, by odczuć ustępowanie różnych dolegliwości, do których być może już przywykliśmy, ale życie bez nich, znacznie zyskuje na jakości. 
Wiedzy mamy (lub szybko możemy mieć) stosunkowo dużo, bo łatwy jest do niej dostęp. Ale nie wystarczy, że wiemy. Trzeba PODJĄĆ DZIAŁANIE!, bo bez działania wiedza nie ma znaczenia. 
Zacznij już dziś. Podziękujesz sobie za tydzień, miesiąc, rok....


1. WYELIMINUJ PRZYCZYNĘ (złego samopoczucia, nadwagi, dolegliwości, niezdrowej cery, złego snu, braku koncentracji, obniżonej sprawności układu odpornościowego itd.).

Już samo wykonanie tylko tego kroku, bardzo szybko przyniesie niebagatelne efekty. W nie więcej niż 2 tygodnie odczujecie to sami. 

Fundamentalna przyczyna tkwi w złej jakości pożywieniu, notorycznym niedosypianiu i stresie (na radzenie sobie ze stresem i dystans do problemów ogromny wpływ ma także wystarczająca ilość zdrowego, głębokiego snu). 
- Znajdź swój optymalny rytm snu i trzymaj się go, nie zarywając nocy. Nieco o sposobach sprzyjających powrotowi do dobrego snu pisałam w tym wątku http://alkalicznystylzycia.blogspot.com/2013/08/sen-dla-zdrowia-i-urody.html
- Wyeliminuj żywność, która Ci szkodzi i pozbądź się z szafek, spiżarni, lodówki zwłaszcza produktów, które zawierają:
Cukier. Sam cukier oraz słodycze, kolorowe napoje typu cola, ale też soki w kartonach.
Tłuszcze trans. Występują m.in. w słodyczach - ciastkach, ciastach, batonach, także batonikach zbożowych (które rzekomo mają być zdrowe), chipsach, chrupkach, pop cornie, słonych przekąskach, zupkach w proszku i innych daniach typu instant, margarynie. Generalnie im mniej przetworzona żywność, tym wieksza szansa na obecność w niej tłuszczy trans. Czytając etykiety zwracaj uwagę na hasła: utwardzony, uwodorniony, częściowo utwardzony, częściowo uwodorniony - to są właśnie te tluszcze. Często wykorzystywane w gastronomii - na zewnątrz znajdziemy je głównie w potrawach smażonych oraz daniach z barów fast food. 
Białą mąkę i wszelkie z niej wyroby. Jeśli już mamy ochotę na biały makaron, kupujmy przynajmniej taki z twardej pszenicy (na opakowaniu będzie napisane durum lub semolina). Zawiera ona znacznie więcej minerałów oraz ma znacznie niższy indeks glikemiczny (choć nie można go przegotować, bo wtedy indeks się podwyższa). Podobno zdarza się, że tę odmiane tolerują nawet osoby, które są wrażliwe na gluten. 
Wszelką żywność gotową, przemysłową w puszkach, słoikach, torebkach. Najczęściej zawiera ona cukier, te niezdrowe tłuszcze, wypełniacze, barwniki, chemiczne wzmacniacze smaku itd. W tej grupie znajdzie się też wiele gotowych mieszanek przyprawowych - nie stosujmy ich, a w zamian używajmy ziół i pojedynczych przypraw. Jest ich całe bogactwo i wydobywają doskonałe smaki.
Kofeinę zawarta m.in. w kawie i herbacie, wzmagająca wchłanianie cukru do krwi. Jeśli już mamy ochote na kawę, to niech to będzie filiżanka dziennie, a nie kolejny kubek, kiedy kawa zastępuje nam wodę. 
Alkohol. Nie mówię o lampce wina wypijanej przy okazji dla umilenia posiłku lub spotkania z przyjaciółmi, ale o częstym piciu alkoholu. Niektórzy mają zwyczaj pić nieco przed snem, twierdząc, że to wpływa na dobry sen. Nic bardziej mylnego. 
No i na koniec - nie przejadaj się

2. OCZYŚĆ SIĘ I ODBUDUJ ZNISZCZENIA, jakich już dokonałeś. Samo spełnienie punktu 1 (poprzez sen i wykluczenie szkodliwej żywności) spowoduje, że organizm zacznie się oczyszczać i odbudowywać. Poczujesz różnicę! 

Celowe oczyszczanie. Polecam i zapraszam na wirtualne, wspólne, bezpłatne, którego termin został zaplanowany na 9 października (od 5go już zaczniemy przygotowania organizmu). We wrześniu zostanie utworzone celowe wydarzenie na Facebooku. Można też zrobić program samemu lub skorzystać z wyjazdu do jakiegoś ośrodka organizującego detoks.Oczyszczanie warto przeprowadzać 2 razy w roku (wiosną i jesienią), bo bardzo służy to naszemu ciału, a żyjemy w świecie, w którym nie sposób uniknąć toksyn.
Oczyszczanie odbudowuje różnorodne funkcje naszego organizmu, eliminuje złogi, ogniska zapalne, usprawnia działanie układu pokarmowego, przygotowuje organizm do optymalnego czerpania ze składników odżywczych dostarczanych w pożywnieniu. Ma też ogromne znaczenie dla naszej psychiki i często bywa swego rodzaju odnową duchową.
Nawadniaj organizm. Nie kawą oczywiście i nie tylko w trakcie oczyszczania, ale codziennie. Njlepiej dobrej jakości wodą o alkalicznym pH około 9. Mogą być też herbatki ziołowe, rooibos, yerba mate, herbatka imbirowa, świeżo wyciskane soki. Nawet woda średnio alkaliczna ma ogromny efekt terapeutyczny. A co dopiero woda alkaliczna, dzięki której zwiększamy ilość dostarczanego tlenu, neutralizujemy i wypłukujemy z organizmu substancje kwaśne, zapobiegając zakwaszeniu i generowaniu środowiska sprzyjającego rozwojowi chorób. Zdrowe komórki alkaliczne, dobrze fukncjonujące w środowisku zasadowym, w środowisku kwaśnym degenerują się i tracą swoje funkcje.
Trudno dokładnie powiedzieć ile wody potrzebujemy wypić każdego dnia, ale powinna to być ilość między 1,5 a 3,5litra. W zależności od tego co jedliśmy (żywność też zawiera wodę), jak się pociliśmy, jaka pogoda jest na zewnątrz, czy korzystaliśmy z ruchu, jakie jest indywidualne zapotrzebowanie naszego organizmu. Trzeba tu trochę zdać się na słuchanie siebie, ale lepiej wypić za dużo niż za mało. 
a) zacznijmy dzień od szklanki, dwóch ciepłej wody z cytryną      
    wypitej zaraz po przebudzeniu
b) wypijmy szklankę pół godziny przed każdym posiłkiem
c) a resztę według potrzeb i uczucia pragnienia :)




3. ZACZNIJ SIĘ ODŻYWIAĆ TAK, by trzymać organizm w równowadze kwasowo-zasadowej. 

Nie sposób tutaj opisać wszystkiego, ale wciąż podaję wskazówki na blogu i fan page. 
Piramida na początku tego wątku pokazuje najważniejsze wytyczne. A w kilku zdaniach i najprostszych zaleceniach:
a) trzymanie się proporcji 80/20 (minimum 70/30) stosunku na naszych talerzach żywności alkalizującej do zakwaszającej (uwzględniamy też dobre picie)
b) włączenie do odżywiania jak najwięcej zielonych części roślin (można zaczynać dzień wypiciem zielonego koktajlu; do każdego posiłku dodać sałatkę głównie zieloną - tym sposobem łatwo też będzie zachować powyższą wskazówkę proporcji; posypywać zielonym potrawy, np. szczypiorkiem, natką, kiełkami)
c) wybieranie wśród żywności kwasowej tej najlepszej dla nas. Listy na dwóch slajdach przykładowych dobrych produktów publikowałam m.in. tutaj: http://alkalicznystylzycia.blogspot.com/2014/02/dobre-wasciwe-zakonczenie-postu.html
d) żywność ma być świeża, dojrzała, dobrej jakości, sezonowa. Wiosną i latem warzywa jak najmniej obrobione termicznie. Zimą i wczesną wiosną można się wspomóc suplementami typu proszek greens.
e) pamiętajmy o codziennym spożywaniu NNKT - niezbędnych, nienasyconych kwasów tłuszczowych. Przykładowe ich źródła m.in. tutaj: https://www.facebook.com/AlkalicznyStylZycia/photos/pb.1389117717969935.-2207520000.1407320829./1521234724758233/?type=3&theater
f) pamiętajmy o produktach fermentowanych i kiszonkach (niezbędne dla dobrej flory bakteryjnej jelit i sprawnego funkcjonowania układu pokarmowego)
g) jedzmy śniadanie najpóźniej w ciągu 30 min. do maksymalnie1 godz. od wstania z łóżka. 
W przygotowaniu też ebook, który mam nadzieję ułatwi tym z Was, którzy potrzebują przewodnika: robienie zakupów, gotowanie smaczne i sprawne alkalizującego pożywienia, wdrożenie pewnych dobrych zasad w codzienne życie. 
Jeśli będzie taka potrzeba i będą chętni, to po najbliższej jesiennej odnowie, "przytrzymamy" grupę przez kolejne 2 tygodnie i przejdziemy przez zdrowe odżywianie według planu spisanego w ebooku (o ile skończę go pisać, a wydawnictwo wyrobi się z jego publikacją!. Ale zakładam, że tak).

4. DBAJ O CODZIENNY ruch. Naprawdę nie oznacza to od razu chodzenia na siłownię czy fitness. Do tego trzeba czasu, przygotowań, co często jest dużą przeszkodą. By osiągnąć korzyści, wystarczy szybki spacer, albo 20 minut ćwiczeń w domu, czy lekkiego joggingu wokół domu haha. Kto regularnie ćwiczy, ten wie, jak cudownie ruch wpłwa na dobre samopoczucie. Jak łatwo zapanować nad stresem czy apatią, regularnie uprawiając sport.  Jak poprawia się sen i metabolizm, zwiększa kreatywność, poprawia stan skóry i wiele innych korzyści. Szybki spacer czy marsz dostępne dla każdego, o każdej porze dnia, bez specjalnego zachodu - mają jeszcze jedną ogromną zaletę. Wraz z nimi fundujemy sobie świeże powietrze i światło słoneczne (tak istotne dla ważnej witaminy D, której prawie wszyscy mamy niedobory). 

5. ZADBAJ O UCZUCIOWY I DUCHOWY aspekt zdrowia. To temat rzeka. Bardzo też indywidualny. Wspomagany przez wiele celowych technik, ćwiczeń, lekturę. Jeśli ktoś natomiast ma tę sferę zaniedbaną, nie znajduje czasu na refleksję, medytację, modlitwę, obcowanie z pięknem, muzyką, przyrodą, to ja osobiście polecam codzienną praktykę wdzięczności. Mamy do niej setki powodów. Wystarczy o nich zacząć myśleć i pojawiają się kolejne i następne. A uczucie to ma w sobie ogromną moc. Potrafi zmieniać rzeczywistość wokół nas, a raczej jej przez nas postrzeganie i interpretację. Za tym przychodzą inne zmiany i sprawdza sie prawo przyciągania (naprawdę doświadczyłam tego nie raz, nie dwa). Wnosi spokój i radość oraz rozładowuje napięcie. Otwiera serce (co ma ogromne znaczenie i dziś już o tym mówią badania naukowe, zwłaszcza z dziedziny fascynującej fizyki kwantowej). Zmienia nastawienie umysłu, kierując myśli w stronę wywołującą pozytywne emocje i uczucia. Wdzięczności warto się nauczyć, a żeby odczuwać jej wspaniały wpływ wystarczy rano budzić się z wdzięcznością za różne rzeczy i wieczorem tak zaspiać. Potem pojawia się stan, w którym zaczynamy już dostrzegać, także w ciągu dnia, jak wiele mamy powodów do czucia wdzięczności. POLECAM, niezależnie od tego, jaka jest Wasza droga duchowa i jakie macie bliskie relacje. 

To tyle :). DO DZIEŁA!!!
Jeśli jest Ci trudno dbać o wszystkie zasady jednocześnie skup się na punkcie 1. Można też, dla ułatwienia, wprowadzić sobie jeden dzień luzu w odżywianiu, na przykład niedzielę. Nie znaczy to, aby przez całą niedzielę jeść byle co, ale pozwolić sobie na coś niezdrowego... Nie każdy jednak tak może, bo u wielu osób takie odstępstwo wywołuje lawinę innych odstępstw. Ale wiele osób może. Tak robiłam i ja. Na przykład, dopóki mój organizm nie odwykł od cukru, kupowałam sobie słodycz. Dawało mi to poczucie, że nie odmawiam sobie wszystkiego i jest pora, kiedy mogę się delektować np. mleczną czekoladą. Obecnie takowej w ogóle nie jadam i nie czuję potrzeby. Organizm się wyregulował i nie mam łaknienia na tego typu słodycze. Do domu ich nie kupuję. 










wtorek, 5 sierpnia 2014

NAPÓJ DETOKSYKUJĄCY


Napój, który dobrze smakuje i pomaga w usuwaniu toksyn z organizmu. Ma bardzo orzeźwiający smak i jest wspaniały na upały.

Składniki:
  • 1 ogórek w plasterkach
  • 1 cytryna w plasterkach (niewoskowana)
  • 12 listków świeżej mięty
  • 3 cm świeżego imbiru w plasterkach

Zalać 1,5-2l wody i pozostawić na noc.


ZAKWAS BURACZANY - przepis



Przepis:

  • 1 kg buraków
  • 6-8 ząbków czosnku
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • 3 liście laurowe
  • 2-2,5 litra przegotowanej, letniej osolonej wody (solą himalajską lub morską - 1 łyżka na 1 litr wody. Dobra jest także ta gruba sól do przetworów)
  • 1 łyżeczka kminku
  • Korzeń chrzanu (niekoniecznie)
  • Kromka razowego chleba na zakwasie (jeśli nie jesteśmy pewni, że chleb jest na naturalnym zakwasie, nie dodajmy go. Zakwas bez chleba będzie się robił około 2-3ch dni dłużej i tyle. Można też, chcąc przyspieszyć kwaszenie, a nie mając pewności, co do chleba - dodać łyżkę soku z kiszonej kapusty lub ogórków)).

Buraki umyć i cienko obrać (młode lub nieduże buraki wystarczy wyszorować dobrze szczotką i tylko odciąć końce). Pokroić w plastry i ułożyć w naczyniu kamiennym, ceramicznym lub słoju.


Dodać przyprawy (można je ułożyć między burakami).


Zalać przygotowaną wodą tak, aby buraki były całkowicie przykryte.


Na wierzch położyć kromkę chleba.


Gdyby buraki wypływały można obciążyć (np. kubkiem z wodą, kamieniem. Ja nie obiciążam). Przykryć całość ściereczką lub pokrywką i odstawić na 5-7 dni w ciepłe miejsce.


Po 2ch dniach usunąć chleb i zebrać pianę używając drewnianej łyżki. Także w trakcie, jeśli będzie pojawiała się piana, bądź białe plamki, trzeba je zwyczajnie zebrać i wyrzucić.


Zakwas będzie gotowy, kiedy wyczujemy jego wyraźny kwaśny zapach. Wtedy go odcedzamy, przelewamy w butelki, bądź słoiki i wstawiamy do lodówki.


Wykorzystujemy zakwas do ugotowania barszczu lub po prostu pijemy 0,5-1 szklanki dziennie, między posiłkami. SAMO ZDROWIE!!!