czwartek, 26 lutego 2015

WŁAŚCIWOŚCI KOMOSY RYŻOWEJ (quinoa) - wartości odżywcze komosy

zdj. fotolia

Bogactwo dobrze przyswajalnego białka (wszystkie podstawowe aminokwasy) i węglowodanów złożonych czynią komosę niezwykle odżywczą. Wygląda jak zboże, ale nim nie jest. Pewnie trudno uwierzyć, że choć nazywamy ją ziarnem, to gatunkowo komosę zaliczamy do tej samej rodziny co szpinak bądź buraki. 
Komosa jest bardzo wygodna w użyciu - szybko się ją gotuje (10-15 minut), a przed gotowaniem wystarczy tylko przepłukać. Gotujemy ją podobnie jak ryż - na jedną porcję ziarna dajemy 2 porcje wody. Jej smak jest wyjątkowo łagodny, dlatego współgra z wieloma innymi smakami i można ją stosować zamiast kasz, ryżu, ziemniaków. Jest bardzo lekkostrawna. 
Warto pamiętać także o kiełkach komosy. Kiełkuje się ją bardzo szybko (ok. 2 dni), a jak wiemy, w kiełkach wielokrotnie wzrasta zawartość składników odżywczych. 
Komosa bardzo korzystnie działa na:
1. pęcherz i nerki
2. układ krążenia
3. naczynia krwionośne
4. mięśnie
5. cholesterol
6. regenerację organizmu
7. wymiatanie wolnych rodników
8. poziom cukru we krwi
9. odchudzanie i spalanie tkanki tłuszczowej
Poza tym komosa przeciwdziała nowotworom, odmładza nasze ciało, ma właściwości antyoksydacyjne i jest niezwykle odżywcza, dostarczając nam solidnej porcji energii. Ma działanie zasadotwórcze, co jeszcze podwyższa jej walory zdrowotne.
Komosa ma tylko jedną wadę - cenę. Nie należy do najtańszych, ale cenę może nam nieco zrekompensować jej silne odżywcze działanie. Jeśli jest dla nas zbyt droga, to warto chociaż kupować ją w celu kiełkowania i używać kiełków do posypywania sałatek bądź dań. Moc ukryta w kiełkach powoduje, że wystarczy jej znacznie mniejsza ilość, by dostarczyć ogromu cennych wartości komosy. 

środa, 25 lutego 2015

SŁUCHANIE POTRZEB SWOJEGO CIAŁA

fot. Fotolia

Nie tylko przestaliśmy ufać sygnałom z ciała, ale też często albo je lekceważymy, albo nie umiemy ich dostrzegać, albo nie wydają nam się istotne. Jest odwrotnie. Są niezmiernie ważne. Lekceważąc je dostarczamy sobie stresu, a ten nie sprzyja zachowaniu równowagi kwasowo-zasadowej. Zwłaszcza taki, który jest niepozorny, bo nie zwracamy na niego uwagi, natomiast trwa ciągle, nieprzerwanie. 
Jeśli forsujemy siebie i będzie to notoryczne - nie pozostanie bez konsekwencji.
Ciało mamy jedno. Troska o nie może nam przysporzyć wielu dobrych chwil i szybko podnieść jakość naszego życia. Wystarczy dostrzegać lub może chcieć dostrzegać czego tak naprawdę potrzebujemy i za tymi potrzebami podążać. Zwracać uwagę na wszelkie sygnały odejścia od równowagi. Takie sygnały można szybko zniwelować poprzez dostarczenie sobie zdrowego alkalicznego pożywienia (zgodnie z zasadą 70/30), większej ilości snu i odpoczynku, dobrych jakościowo suplementów.
Nie róbmy na siłę czegoś, co jest sprzeczne z potrzebami ciała i pamiętajmy o tym, że one mogą się zmieniać. Tylko w ten sposób będziemy mogli cieszyć się energią i dobrym samopoczuciem na co dzień.

Proste przykłady słuchania siebie:

Mamy zwyczaj chodzić spać o 22:30, aż tu nagle przychodzi dzień, gdy o 21 czujemy już ogromne zmęczenie i wielką ochotę na sen. Nic prostszego jak zwyczajnie położyć się do łóżka i zasnąć, by następnego dnia obudzić się wypoczętym. Przeciąganie wieczoru na siłę do zwyczajowej pory 22:30 nie ma sensu i z dużym prawdopodobieństwem zaowocuje zmęczeniem następnego dnia. Kiedy siebie posłuchamy, wstaniemy nazajutrz wypoczęci.

Mamy wrażenie, że zbyt często odwiedzamy łazienkę. Przyjrzyjmy się, co pijemy. Może niedostatecznej jakości płyny, które nie nawadniają odpowiednio naszego organizmu albo wręcz mają działanie diuretyczne.

Czujemy utrzymującą się apatię, przygnębienie i zaczynamy narzekać na brak słońca. Zwróćmy uwagę czy czasem nie jest to wynikiem braku witaminy D3 (najlepiej wykonując badanie jej poziomu we krwi). Dostarczmy sobie produktów, które dobrze wpływają na nastrój, a są zdrowe jak np. płatki owsiane, kasza jaglana, tłuszcze NNKT, papryczki chili, produkty pełnoziarniste, tłuste ryby (tłuszcze, witamina D), surowe, chrupiące warzywa (marchew, seler naciowy), orzechy.

Mamy wyraźny brak ochoty zimą na jedzenie surowych potraw, picie soków warzywnych i koktajli warzywno - owocowych,  które normalnie lubimy. Nie zmuszajmy się. Być może organizm nie chce pożywienia mającego działanie ochładzające, bo potrzeba mu ciepła. Nie jedzmy na siłę czegoś, co wiemy, że jest zdrowe, ale aktualnie zupełnie nie wzbudza w nas apetytu. Minerały możemy uzupełnić np. dbając o dodatek kiełków. W kiełkach minerały i witaminy występują w bardzo skoncentrowanej i bardzo dobrze przyswajalnej formie, więc wystarczy tylko trochę by zniwelować mniejszą ilość świeżych, surowych warzyw. Można też sięgnąć po suplementy typu zielone proszki opisane w rozdziale o suplementach.

Zwracajmy też uwagę na stan naszej skóry, włosów, paznokci. Na to jak wygląda nasz język. Wszelkie zmiany na zewnątrz świadczą o braku równowagi wewnątrz.
Uszanujmy kiedy czujemy się zmęczeni i nie forsujmy siebie do zrobienia czegoś, co akurat mieliśmy w planach (spotkanie, siłownia, czy jakakolwiek inna aktywność). Wypicie kawy nie jest rozwiązaniem.
Większości problemów z samopoczuciem i wyglądem da się zaradzić poprzez zmiany na talerzu i zadbanie o wystarczającą ilość odpoczynku. 
Lekceważąc różne sygnały pogłębiamy problem, który niewątpliwie gdzieś się pojawił. Z dużym prawdopodobieństwem wróci on do nas w znacznie bardziej negatywnej formie a wtedy, jakość życia zdecydowanie spadnie. 

SŁUCHAJMY SIEBIE :)





czwartek, 19 lutego 2015

Na przeziębienie - domowa mikstura



2 ząbki czosnku
sok z 1 cytryny
1 łyżeczka naturalnego miodu

Czosnek przecisnąć (można jeszcze rozetrzeć na miazgę) i pozostawić na 10 minut. W szklance zalać czosnek gorącą wodą (temperatura nie wyższa niż 45 stopni). Dodać łyżeczkę naturalnego miodu - wymieszać do rozpuszczenia. Dolać sok z cytryny. Napój pijemy gorący.
Najlepiej wypić miksturę na noc. Choć ja piłam i rano jeśli nie miałam spotkań. Pomaga!!! 
Przy pierwszych oznakach przeziębienia jak znalazł. A jeśli siedzimy w domu, to możemy sobie zafundować taką miksturę nawet 2-3 razy w ciągu dnia. Im szybciej od pierwszego uczucia zimna, przemarznięcia, osłabienia bądź innych pierwszych objawów przeziębienia - tym lepiej. 
Zapewniam, że smakuje znacznie lepiej, aniżeli brzmi :)

wtorek, 17 lutego 2015

ZDROWE JELITA - flora jelitowa, zdrowy układ pokarmowy.


Każdy pewnie słyszał powiedzenie, że jesteśmy tym, co jemy. To jednak za mało bo jeszcze ważniejsze jest to, co przyswajamy. Zdrowe jelita, o prawidłowej mikroflorze, z jednej strony odpowiadają za przyswajanie cennych składników odżywczych, z drugiej zaś za ochronę przed przenikaniem do naszej krwi substancji toksycznych. Dobrze przyswajane składniki mineralne i ochrona przed toksynami sprzyjają zachowaniu alkalicznego środowiska komórek. 
Skład flory bakteryjnej zależy przede wszystkim od tego, co jemy. Utrzymanie równowagi w odżywianiu według zasady równowagi pH 70/30 (75/25) czyli z udziałem 70-75% produktów o właściwościach zasadotwórczych bardzo sprzyja tworzeniu optymalnej flory bakteryjnej naszych jelit, bowiem karmiona ona jest przez błonnik roślinny i nieprzetworzone produkty roślinne. 
To ważna wzajemna zależność - alkaliczne odżywianie sprzyja utrzymaniu właściwej flory bakteryjnej, a ta sprzyja utrzymaniu alkalicznego środowiska komórek, przestrzeni międzykomórkowych, krwi, limfy. 
Bez zadbania o dobrą florę bakteryjną składniki mineralne z pożywienia nie będą dobrze przyswajane, za to toksyny zaczną się przedostawać do krwioobiegu (nieszczelność jelit). Jedno i drugie wpływa na zakwaszenie organizmu.
Jeśli chcemy odbudować swoje zdrowie, dobre samopoczucie i ładny wygląd najlepsze, co możemy zrobić na początku to zacząć od odbudowy mikroflory jelit. 
Program ODNOWY, który wirtualnie robimy razem 2 razy w roku (wiosną i jesienią) jest idealną do tego okazją. W trakcie jadamy dużo błonnika roślinnego ze świeżych warzyw, a dodatkowo kiszonki (probiotyki), których namnażanie stymulują prebiotyki (czosnek, cebula, por, cykoria, szparagi, pomidory). Połączenie probiotyków i prebiotyków jest najbardziej skutecznym sposobem odbudowy flory. Kolejnym krokiem jest oczywiście odżywianie zgodnie z zasadą 70/30 dbające na co dzień o nasz sprawny układ pokarmowy. 
Ważne jest też to, że tylko poprzez odpowiednie jedzenie możemy w pełni odbudować florę jelit. Szczepy bakterii, które zostały odkryte i występują w suplementach absolutnie nie są najlepszą drogą, bo to zaledwie mała cząstka całości (w jelitach jest kilkaset, nie kilka gatunków mikroorganizmów). Poza tym każdy z nas ma inną florę (tylko niektóre szczepy pokrywają się u nas) i sensem jest jej dobudowa z naszych własnych zasobów. Jak zwykle sprawdzają się całości pokarmowe, czyli jedzenie "jedzenia" a nie suplementów. Odpowiednie pożywienie wywoła namnażanie się kultur bakterii z naszej własnej flory (nawet, jeśli tej są pozostałości). Suplementy natomiast bywają nieodzowne po kuracjach antybiotykami lub lekami sterydowymi.
Zadbanie na początku o jelita ma jeszcze jedno ogromne znaczenie. Często efektem tego jest samoregulacja organizmu. Kiedy nie przeszkadzamy swojemu ciału, to ono staje się samo dla siebie najlepszym lekarzem. 

Podsumowanie znaczenia prawidłowej mikroflory jelit:
- przeciwdziała rozwojowi bakterii chorobotwórczych i grzybów
- neutralizuje substancje rakotwórcze pochodzące z żywności
- jest ważna dla prawidłowych procesów trawienia
- wpływa na pełne wykorzystanie składników odżywczych z pożywienia 
- chroni przed przedostaniem się do krwioobiegu substancji toksycznych
- wzmacnia naszą odporność
- ma udział w tworzeniu witamin
- chroni przed alergiami
- chroni przed tworzeniem stanów zapalnych, miażdżycą i cukrzycą
- wpływa na prawidłową perystaltykę jelit
- wpływa na wygląd skóry

Na zaburzenie flory bakteryjnej jelit wpływają:
- zbyt mała ilość naturalnych produktów roślinnych w codziennym menu
- za mało urozmaicone odżywianie
- duże spożycie cukru i tłuszczu w diecie
- choroby i przyjmowane leki
- środki przeczyszczające
- środki antykoncepcyjne
- długotrwały stres i zbyt silny jego poziom

Dla przypomnienia krótko o w/w zasadzie 70/30:



poniedziałek, 16 lutego 2015

Rooibos - właściwości zdrowotne


Herbata rooibos (czerwonokrzew) zawiera wiele alkalizujących minerałów. Ponieważ nie zawiera kofeiny możemy go pić w dużych ilościach i o każdej porze dnia - także wieczorem. Rooibos dobrze nawadnia organizm i jest świetną alternatywą dla wody, herbatek ziołowych i innych napojów o właściwościach alkalizujących. 
Smak rooibosa jest delikatny (podobnie jak zapach). Herbata ma piękny kolor i pije się ją z przyjemnością. A gdyby dla kogoś smak był zbyt łagodny można go wzbogacić skórką z cytrusów, goździkami, cynamonem, wanilią (wedle upodobań). 
Zimą bardzo lubię (i polecam) zalać rooibosa gorącym wywarem ze świeżego imbiru (3-5 rozgniecionych plasterków imbiru pogotować 2 minuty w 1-1,5 szklanki wody). 
Latem można go schłodzić i podawać z dodatkiem cytryny i mięty lub melisy. 
Nie wyobrażam sobie aby w domu nie było rooibosa. Warto się od niego uzależnić (a można!), bo ma niezwykłe właściwości:  
1. Działa kojąco na układ nerwowy. 
2. Ma właściwości uspokajające, poprawia nastrój i pozytywnie wpływa na sen. 
3. Pomaga przy bólach brzucha i kłopotach żołądkowych.
4. Łagodzi napięcie.
5. Łagodzi bóle głowy.
6. Wspomaga metabolizm, jest korzystny przy odchudzaniu.
7. Działa przeciwzapalnie, przeciwwirusowo.
8. Wzmacnia odporność.
9. Zwalcza wolne rodniki (odmładza).
10. Korzystnie wpływa na skórę i łagodzi problemy skórne.
11. Chroni przed cukrzycą.
12. Wzmacnia zęby i kości.
13. Jest korzystny dla mam karmiących oraz kobiet w ciąży.
14. Obniża poziom cukru we krwi.
15. Wspomaga leczenie alergii.
16. Chroni serce.







wtorek, 3 lutego 2015

Konkurs na bloga 2014 - prośba o głosy



Głosowanie ruszyło. PROSZĘ o Wasze wsparcie. Każdy głos się liczy.  Do kolejnego etapu przejdą blogi, które uzyskają największą liczbę sms-owych głosów, a konkurencja jest duża.

sms o treści: H11472
na numer: 7122

koszt smsa 1,23zł brutto. Pieniądze z głosowania przekazywane są na rzecz FUNDACJI DZIECI NICZYJE


czwartek, 18 grudnia 2014

Równowaga kwasowo - zasadowa, zakwaszenie organizmu


Trafiłam niedawno na filmik na you tubie, w którym młody człowiek usilnie przekonywał, że nie ma znaczenia, czy jadamy żywność zakwaszającą, bo mechanizmy buforowe naszego ciała, są takie, że organizm utrzyma pH we właściwej równowadze. Także na fan page Alkaliczny styl życia, pojawiła się krótka dyskusja, w której są wypowiedzi, przekonujące nas, iż jedzenie dla zakwaszenia, nie ma znaczenia. Cyt.: 
".... równowaga kwasowo - zasadowa to jedna wielka ściema, organizm ma takie systemy buforowania, że nigdy nie dopuści do zakwaszenia organizmu..... jak każdy metabolit, mocz jest wskaźnikiem tego, co jemy, ale to, że po zjedzeniu mięsa, ma odczyn bardziej kwaśny, niż zasadowy, nie ma znaczenia dla zdrowia..... zapewniam, że systemy buforowe, utrzymują pana krew na prawidłowym pH, bez względu na to, co pan je...."
Czyżby?
Kwasy, to uboczne toksyczne produkty tego, co jemy. Do pewnego stopnia, organizm usuwa odpady kwasowe drogami wydalania (wydalanie moczu, pocenie się, defekacja). Nadmiar kwasów powstających w procesie przemiany materii (bezpośrednio jest to związane z żywnością) powoduje, że ich eliminacja drogami wydalania, przestaje być skuteczna. Kwasy zaczynają kumulować się wewnątrz naszego ciała, co jest wprost przyczyną powstawania wielu chorób, ognisk zapalnych, grzybów, nadwagi (tłuszcz w tym przypadku jest ochronny, bo to w nim kumuluje się duża ilość niewydalonych kwasów).
Ponadto, sam mechanizm buforowania, chroniący naszą krew przed zakwaszeniem, który polega na pobieraniu z organizmu pierwiastków alkalizujących, np. wapnia, potasu, magnezu, w celu neutralizacji kwasów, jest logicznie szkodliwy. Skutki tego są widoczne i odczuwalne w czasie. Innymi słowy, zakwaszający posiłek nie trafia wprost do naszego krwioobiegu. Gdyby tak było, w sekundzie byśmy umarli. 
Jednak ciągłe pobieranie minerałów z organizmu (posiłki zakwaszające nie dostarczą ich bowiem w wystarczającej do neutralizacji kwasów ilości) to tak, jak byśmy ciągle pobierali pieniądze z konta, bez jego zasilania. Konto w końcu staje się puste, podobnie jak np. zużywanie wapnia powoduje, że nasze kości, zęby stają się odwapnione, kruche, czyli zwyczajnie chore. 
O mechanizmach buforowania i konsekwencjach stylu odżywiania zakwaszającego, pisałam tutaj >>

Zgodzicie się chyba, że miarą dobrego zdrowia jest dobre samopoczucie, energia, zdrowy, mocny sen??? Wystarczy 2 tygodnie eksperymentu z jedzeniem żywności zakwaszającej versus 2 tygodnie z jedzeniem w 80% naszego całodziennego menu żywności alkalizującej, by odczuć bardzo wyraźną różnicę. Nie polecam robić eksperymentu z żywnością zakwaszającą, ale dobrym, ekstremalnym przykładem, jest tutaj film dokumentalny, który ostatnio polecałam pisząc o szkodliwości fast foodów tutaj >>>
Natomiast bardzo polecam 2 tygodnie ścisłego trzymania się odżywiania z przewagą pożywienia alkalizującego (80% całości jedzenia). Kto nie próbował, pewnie się zdziwi, jak szybko można osiągnąć ogromne efekty w samopoczuciu. Tylko w 2 tygodnie!!!
Chciałabym jeszcze wspomnieć, że często mylnie nam się wydaje, że jadamy super zdrowo i tak, by nasze komórki, cieszyły się życiem, w zdrowym dla nich, środowisku alkalicznym. 
Co z tego, jeśli nawet nie jadamy żywności najbardziej zakwaszającej (produkty przetworzone, przemysłowe, białko zwierzęce, fast foody), ale nie dbamy o zachowanie proporcji żywności kwasowej do zasadowej i spożywamy za dużo makaronu, nabiału, ryżu, słodkich owoców i innych zakwaszających pokarmów, w stosunku do tych o właściwościach alkalizujących? Wtedy dalej jest za duża produkcja kwasów. Polecam poczytać o doświadczeniach mężczyzny, po 12 dniowym programie silnie alkalizującym w ośrodku dr Younga tutaj >>
Takie są również i moje doświadczenia. By czuć się najlepiej jak to jest możliwe, każdy przy swoich różnych uwarunkowaniach, trzeba zadbać o znaczną przewagę żywności zasadowej. Nie jako dieta, ale jako styl odżywiania. 
Nie ma nic mniej skomplikowanego, bo wystarczy wiedzieć, które produkty są zasadotwórcze, a które kwasotwórcze i tak komponować posiłki, by tych pierwszych było codziennie 70-80% całości jedzenia. Nie będziemy musieli liczyć kalorii, białek, węglowodanów, indeksów glikemicznych (odnośnie indeksu glikemicznego, produkty zalecane, czyli te o indeksie najniższym - poniżej 50 - to są produkty alkalizujące :) ). 
Jeśli nie czujemy się dobrze, a myślimy, że dbamy o jedzenie i jadamy zdrowo - to zweryfikujmy to, najlepiej zapisując przez kilka dni wszystko, cokolwiek zjedliśmy, bądź wypiliśmy (dosłownie wszystko, nawet tzw. "jednego gryza"). I wtedy przyjrzyjmy się, jakie miejsce w naszych zapiskach, znalazła żywność o charakterze zasadowym. Możemy się zdziwić. 
A potem przejdźmy na 2 tygodnie alkalizującego pożywienia (można w tym czasie, by wzmocnić efekty, uzupełnić odżywianie o suplementy alkalizujące, jak zielone proszki dr Younga albo młody jęczmień, chlorellę, czy spirulinę) i SAMI DOŚWIADCZMY RÓŻNICY.
Żadnej "ściemy" tutaj nie ma. To zarówno fakty, jak też doświadczenia wielu osób. To szereg wykonanych badań naukowych. To styl jedzenia całych grup ludzi najzdrowszych. 
A bardzo ścisłe programy alkalizującego odżywiania, to w końcu sposoby leczenia żywnością wielu schorzeń, stosowane w ośrodkach dr Dąbrowskiej lub przez Adwentystów (słynących z jednej strony z tego, że znajdują się wśród najzdrowszych ludzi w naszym świecie, a z drugiej z tego, że kształcą i prowadzą kliniki, w których podstawą leczenia są takie ścisłe dietetyczne programy).