środa, 9 lipca 2014

ZMIANA NAWYKÓW W JEDNYM OBSZARZE NASZEGO ŻYCIA, MOŻE PRZYNIEŚĆ INNE DOBRE ZMIANY!!!

To fakt. Potwierdzony zarówno w badaniach naukowych, jak też i w moim osobistym doświadczeniu oraz doświadczeniu ludzi, których znam. Jedna dobra zmiana, bardzo często pociąga za sobą inne. Jeden wysiłek konsekwentnie włożony w zmianę nawyków żywieniowych - może zaprocentować czymś jeszcze znacznie więcej, aniżeli poprawą samopoczucia i zdrowia (choć one są najważniejsze). 
WARTO podjąć wyzwanie. WARTO się postarać. WARTO kontrolować się przez jakiś czas. WARTO podjąć odpowiedzialną decyzję i zrobić TO - ZMIENIĆ. 
Bywa trudno na początku. Brakuje pomysłów. Wydaje się nam, że potrzeba ogromnie dużo czasu. Ale można to zrobić stopniowo. I każdy DOBRY dzień jest tym DOBRYM a nie kolejnym złym do kolekcji pozostałych mniej lub bardziej złych (mam na myśli styl życia i jedzenia).
O korzyściach zdrowotnych nie będę tym razem pisała. O nich często wspominam przy różnych okazjach i tutaj i na Facebooku (link). Niech nam wystarczy tym razem to, że możemy CZUĆ SIĘ TAK DOBRZE, JAK NIGDY DOTĄD i tylko od nas samych to zależy.
Skupmy sie na innej stronie pozytywnych zmian. Bo jeśli podejmiemy wyzwanie, to naszym udziałem stanie sie poczucie koherencji. Będziemy rozumieć, będziemy mieć wpływ i będziemy czuć sens. Nie wspomnę o ogromnym poczuciu satysfakcji i mocy, które to pozytywnie wpłyną na całokształt naszego życia oraz na podejmowanie wyzwań i podejście do problemów. Brzmi dobrze? Dla mnie nawet lepiej niż dobrze, bo to już nie tyle OBIETNICA jednej zmiany, co niezwykła szansa na TRANSFORMACJĘ w życiu wszystkiego, co nie działa, co uwiera, co ściąga nas w dół zamiast rozpościerać przed nami schody do nieba :). Rewolucja, której efektem będzie WYGRANA.
Wszystko może zacząć się zmieniać tylko dlatego, że włożymy wysiłek w zmianę nawyków żywieniowych. Wzmacniamy siłę woli, która oddziaływuje na inne sfery naszego życia. Dobrze jest zacząć od pracy nad nawykami żywieniowymi, bo przynosi to szybkie gratyfikacje w postaci lepszego samopoczucia i wyglądu. Daje więc wzmocnienie i samo w sobie jest ogromną nagrodą. 
Zmiana sposobu odżywiania, to prawdziwy trening woli, a jej wzmacnianie działa pozytywnie na wszystko inne. 

"'Zdobywając umiejętność zmuszania się do pójścia na gimnastykę...... albo zjedzenia sałatki zamiast hamburgera, zmieniasz w sobie także sposób myślenia'. powiedział Todd Heatherton, naukowiec z Darmouth, uczestniczący w badaniach nad siła woli. 'Ludzie lepiej sobie radzą z kontrola impulsu. Uczą się, jak odwracać uwagę od pokus. A kiedy już wejdziesz w ten rytm związany z siła woli, twój mózg jest wyćwiczony w pomaganiu ci, żebys mógł się skupic na celu'"
(na podstawie Charles Duhigg "SIŁA NAWYKU", PWN 2012, str. 202). 
"Kluczowe nawyki oznaczają, że sukces nie zależy od tego, żeby zawsze i wszystko robic dobrze, ale od tego, żeby zidentyfikować kilka priorytetów i przemodelować je w potężne dźwignie...... Gdzie w takim razie powinien zacząć ktoś aspirujący do tytułu mistrza nawyków? odpowiedź na to pytanie kryje się w zrozumieniu nawyków kluczowych: najważniejszymi nawykami stają sie te, które zaczynają zmieniać, usuwać czy przekształcać inne wzorce"(tamże, str. 155)

Nawyki żywieniowe bardzo często bywają takim właśnie kluczowym nawykiem, którego zmiana przekłada się na całe nasze życie, wywołuje reakcję łańcuchową. Możemy szybko doświadczać małych zwycięstw, a te z kolei wywołują daleko idące zmiany. Potwierdza to szereg eksperymentów, kształtujących siłę woli. 

Eksperyment ćwiczący wolę w czteromiesięcznym programie oszczędzania pieniędzy: "Ustalili cele oszczędzania i poprosili uczestników, by odmawiali sobie luksusów typu jadanie w restauracji czy kino. Uczestnicy zostali poproszeni o prowadzenie szczegółowych notatek na temat wszystkiego, co kupują, co początkowo było irytujące, ale ostatecznie ludzie wypracowali w sobie dyscyplinę, by skrżetnie odnotowywać każdy zakup. 
Finanse uczestników poprawiały się wraz z trwaniem programu. Co jednak było bardziej zaskakujące, palili równiez mniej papierosów, pili mniej alkoholu i kofeiny..... Jedli mniej smieciowego jedzenia i byli wydajniesi w pracy i szkole..... wraz z wzmacnianiem mięśnia siły woli w jednej sferze swojego zycia - ćwiczeń fizycznych lub w programie zarządzania fianansami - ta siła promieniowała także na ich sposób odżywiania czy pracy. Kiedy siła woli się wzmacniała, działała na wszystko. (tamże, str. 201)
"Quaten i Cheng przeprowadzili jeszcze jeden eksperyment. Zwerbowali czterdziestu pięciu studentów do programu poprawy osiągnięć akademickich....... Jak można było przypuszczać, umiejętności uczenia się uczestników uległy porpawie. Studenci także mniej palili, mniej pili, mniej oglądali telewizji, więcej ćwiczyli i zdrowiej jedli, choć wszystkie te sprawy nie zostały nigdy wspomniane podczas programu. I znowu, wraz z wzmocnieniem się mięśnia siły woli, dobre nawyki zdawały się rozprzestzeniać na inne obszary ich życia". (tamże, str. 202)

Tak właśnie się dzieje. Tak też było i w moim przypadku. Kiedy zmieniłam styl odżywiania, zaprocentowało to także rezygnacją z oglądania telewizji, nawykiem codziennej dawki ruchu (często jest to po prostu szybki marsz). Wzmacniała się pewność siebie, co skutkowało wzrostem poczucia sprawczości i własnej wartości, podejmowaniem dużych wyzwań związanych z pracą. Zmieniły się zainteresowania - na te służące rozwojowi własnej osobowości. To z kolei przełożyło się na coraz wyższą świadomość i coraz większy spokój oraz dystans do siebie, życia, problemów. Następnie znikały różnorodne ograniczenia i bariery związane z przekonaniami. Budowała się wytrwałość. Życie stało się pogodne, ciekawe, fascynujące, spokojne mimo, że nie ma w nim mniej problemów aniżeli było kiedyś. Po prostu zmienił się całkowicie sposób myślenia, postawy a to one determinują wszystko inne. Mogłabym tu pisać w nieskończoność o dziesiątkach (może setkach) zmian, które obserwowałam. Działy się one stopniowo, często były małą cegiełką. Ale efekt końcowy jest ogromny, jak efekt motyla. I jestem wdzięczna, że taka droga stała się moim udziałem. I czuję się szczęśliwa. Spotyka mnie także wiele dobrych rzeczy i wiem, że jest to już wynikiem postawy i prawa przyciągania, które po prostu w życiu działa. Co głęboko w sercu, w głowie - to na zewnątrz - w okolicznościach, rzeczywistości. 

Moim początkiem były zmiany w kuchni. Początek może być oczywiście inny - np. regularne ćwiczenia fizyczne lub nacisk na zmianę nawyków związanych z pracą. U mnie zaczął się od odżywiania i to polecam i promuję. I dlatego, że mam przekonanie, że jest ono tym kluczowym nawykiem dla większości z nas i także dlatego, że poprawa samopoczucia następuje szybko i jest tak ewidentna, że nie da się jej nie zauważyć. I cóż - bardzo wzmacnia zdrowie (czego także jestem świetnym przykładem), a ono jest każdemu z nas potrzebne i dla każdego z nas ważne. 
Macie swoje pozytywne obserwacje z procesu zmian? 

Czasem nie wiemy od czego zacząć i szukamy pomysłu tudzież inspiracji. Każdy z nas jest inny i trzeba brać pod uwagę, że drogi jednej osoby, nie da się wprost przełożyć na drogę innej. Ale są też elementy, które na pewno możemy zrobić i na pewno będą bardzo wspomagające - SPRAWDŹ NA SOBIE!!!). A oto one:

1. To, co zamierzamy zrobić, powinno być spisane. Im bardziej konkretnie, tym lepiej (np. jeśli chcemy nie pić coli, to konkretnie "od teraz, przez następne 2 miesiące, nie piję coli i innych kolorowych napojów")
2. Wspomagająco warto też mieć przy sobie mały notesik i zapisywać wszystko (dosłownie wszystko), cokolwiek zjedliśmy lub wypiliśmy w ciągu dnia wraz z godziną, o której to miało miejsce. WARTO PRZYŁOŻYĆ SIĘ DO TEGO KROKU przez tydzień-dwa. Może być bardzo odkrywczy, a ponadto pomocny i wzmacniający dla samodyscypliny. Nie róbmy teraz nic więcej (poza pkt. 3) tylko spisujmy co jemy i pijemy.
3. Zacząć od czegoś, czego konsekwentnie będziemy się trzymali przez następne 2 miesiące. Tutaj proponuję zastosować te 8 punktów z grafiki poniżej. W zasięgu każdego, kto ma rzetelną decyzję, a jednocześnie ich wykonanie ogromnie zaprocentuje doładowaniem baterii, poprawą samopoczucia, wykorzystaniem lata dla urody i przygotowania do okresu jesienno-zimowego.
4. Wczesną jesienią zrobić ze mną i innymi writualnie (link) ODNOWĘ, której III edycja odbędzie się wrzesień/październik 2014r. (dla osób zdrowych - osoby chore, przed decyzją, muszą się konsultować ze swoim lekarzem)
5. Potem pójść krok dalej i trzymać się zasad zdrowego odżywiania przez co najmniej 2-3 miesiące dopóki nie utrwalą się nawykowe wzorce w sklepie, kuchni i przy wyoborach podczas jedzenia na zewnątrz). Inspiracje można czerpać z (link) fan page na Facebooku. A komu nie jest łatwo i się gubi lub potrzebuje dokładnej instrukcji, to mam nadzieję przygotować do tego czasu ebooka, który będzie zawierał komplet wytycznych oraz przepisy, zakupy itp.

DO DZIEŁA. I zacznijmy zmiany jeszcze dziś. Zdziwicie się, jak wiele dobrego one przyniosą. Życie może zmienić się zupełnie (w pozytywnym kierunku), a samopoczucie i energia będą rosły.

Nie warto odkładać. Każdy dzień może być już tym dobrym dniem i będzie to jeden dobry dzień więcej dla siebie. Czas szybko płynie i nim sie obejrzymy, będziemy czuli efekty. POWODZENIA W ZMIANACH :)


"JEŚLI CHCESZ CHODZIĆ PO WODZIE, MUSISZ 
WYJŚĆ Z ŁODZI"





poniedziałek, 30 czerwca 2014

ETAPY PRZYWRACANIA RÓWNOWAGI kwasowo-zasadowej - DETOKSYKACJA, ODKWASZANIE (przywracanie równowagi pH), UTRWALANIE EFEKTÓW

ŻYJ ZDROWO, RADOŚNIE - ŻYJ ALKALICZNIE

Pewnie często spotykamy się z artykułami dotyczącymi zakwaszenia organizmu i konsekwencji długotrwałego zaburzenia równowagi pH, bo temat zaczął już szeroko pojawiać się w mediach. I słusznie, ponieważ zakwaszenie, zgodnie z danymi z różnych źródeł, dotyczy ponad 90% społeczeństwa w Europie i USA (wynik stylu życia, sposobu odżywiania, popularności gotowej żywności przemysłowej).
Wiem jednak, że dla wielu osób, odkwaszanie brzmi nie tyle tajemniczo, ile jako coś, co wcale nie jest łatwo zrobić. Wiele osób mgliście kojarzy odkwaszanie z koniecznością przeprowadzenia jakichś dodatkowych specjalnych zabiegów albo kuracji w oparciu o suplementy itp. Oczywiście powoduje to odsuwanie problemu na "bardziej optymalny okres" w naszym życiu, a tymczasem czujemy się źle, nie mamy energii, źle sypiamy, zwiększamy podatność na zachorowania, mamy problemy z koncetracją, jesteśmy niezadowoleni ze swojej wagi ciała, stanu naszej skóry itd. itp. Pewnie temat skutków jakie powoduje zakwaszenie organizmu jest mniej lub bardziej znany, a już na pewno, większość osób wie przynajmniej, że nie jest dobrze, aby ciało było zakwaszone. 
Piszę te słowa z intencją pokazania, że zadbanie o równowagę kwasowo-zasadową, jest dostępne dla każdego. Że nie trzeba mieć więcej czasu, więcej pieniędzy i czegokolwiek więcej by zadbać o optymalne pH. Że każdy z nas ma w zasięgu ręki odkwaszenie i właściwie nic, poza wytrwałością we wdrożeniu kilku zmian, nie jest potrzebne.

Odwołuję się do własnego doświadczenia i do efektów, jakie uzyskały osoby uczestniczące w prowadzonym przeze mnie dwukrotnie, bezpłatnym wirtualnym programie odnowy, w oparciu o post warzywno-owocowy dr Ewy Dąborwskiej. 

Jestem pewna, że kto przeszedł cały program, mógłby powiedzieć "WARTO". Zresztą - można poczytać komentarze, jakich w trakcie programu wiele się pojawiło - albo na blogu w (link) ODNOWIE styczniowej, albo na wydarzeniu na FB, w (link) ODNOWIE majowej
POLECAM, bo motywacja do zadbania o siebie może naprawdę wzrosnąć, kiedy czytamy te wpisy :). 

Jeśli powrót do równowagi przeprowadzimy według programu proponowanego poniżej ODCZUWALNE I WIDOCZNE EFEKTY POJAWIĄ SIĘ SZYBKO. 

Co zatem zrobić? Proponuję podejść do sprawy etapowo:
ETAP I oczyszczanie (detoksykacja)

ETAP II alkalizacja (przywracanie równowagi pH, odkwaszanie)
ETAP III utrwalanie efektów

Etapy I i II dzieją się niemalże jednocześnie, w trakcie oczyszczania. Najpierw następuje intensywny detoks ciała, potem stopniowo powraca równowaga pH.

Już teraz zapraszam aby zrobić to wspólnie, podczas III edycji wirtualnej ODNOWY, która zaplanowana jest na wczesną jesień 2014r. (wrzesień/październik). 
Kto nie chce czekać, może zrobić to sam, według wskazówek postu warzywno-owocowego dr E. Dąbrowskiej, którego pełne wytyczne, wraz z wybraną propozycją przepisów oraz możliwością pobrania z mojego dysku wersji word, znajdują się (link)  TUTAJ

Ja zachęcam do wspólnego programu, ponieważ wnosi on wiele inspiracji, daje energię i wsparcie. 

Program można powtarzać i osoby, które już brały udział, będą tylko wzmacniały pozytywne efekty, a organizm będzie się regulował, w kierunku uzyskania swojego optimum. Coraz łatwiejsze stanie się nawykowe dbanie o siebie, ugruntuje się coraz więcej dobrych nawyków. Potwierdzają to uczestnicy poprzednich dwóch programów. Jest po prostu znacznie łatwiej i okazuje się nagle, że można przeżyć przez jakiś czas bez kawy, czy bez słodyczy, a jeszcze później, stwierdzamy ze zdziwieniem, że nie mamy na nie łaknienia :). To wspaniałe odkrycia. I bardzo motywujące. 

RAZEM sprawa okazuje się do zrobienia. Efekty uzyskiwane przez innych (wyraźny wzrost energii, ładny wygląd skóry, zrzucenie kilku kilogramów, pozbycie się od lat trwających dolegliwości, poprawa odporności i odczuwalna poprawa funkcjonowania układu pokarmowego, uzyskanie dodatkowych psychicznych profitów jak codzienna radość, satysfakcja, spokój, dystans, poczucie mocy i wiele, wiele innych wspaniałych NAGRÓD) - dopingują do wytrwania, dają siłę i wzmacniają pozytywne podejście. Więc zapraszam wszystkich chętnych do skorzystania z tej okazji, z której skorzystało już kilkaset osób (z ogromnym pożytkiem dla siebie samych i inspiracją dla innych - za indywidualny wkład każdej osoby - bardzo dziękuję)


Etap III - utrwalania efektów, to nic innego, jak zadbanie po odnowie/oczyszczeniu o to, aby odżywiać się według proporcji 75/25 (minimalnie 70/30) czyli wedle zasady jedzenia 75% produktów o właściwościach zasadowych i 25% produktów o właściwościach kwasowych. Dobrym przykładem jest zamieszczona na początku tego artykułu piramida. 

Pamiętać przy tym należy o:
- świadomych zakupach (sezonowość zakupów, czytanie etykiet i świadomość, że to, co kupimy, to potem jemy, więc zadbanie o właściwe produkty w kuchni, to już prawie połowa sukcesu). Tudzież zadbanie o właściwe wybory w barach, knajpach, jeśli często jadamy na zewnątrz (w dzisiejszych czasach już naprawdę da się. To tylko kwestia nieco wprawy i podstawowej wiedzy). 
- znaczeniu psychiki (głównie jeśli chodzi o pozytywną postawę wobec zmian, otwartość na zmiany i pielęgnowanie pozytywnych aspektów postawy życiowej, jak wdzięczność, dystans, spokój wewnętrzny itp.). To też możemy doskonalić i dobrym początkiem jest praktyka wdzięczności, którą robimy codziennie podczas programu ODNOWY. Myślę, że z czasem zaproponuję o wiele więcej, ale z doświadczenia wiem, że nie da się zrobić wszystkiego naraz. A poza tym, zmiany nawyków w jednej sferze, bardzo korzystnie wpływają na inne zmiany, dzięki czemu, pewne pożądane przez nas zmiany, zadzieją się niejako samoistnie. Więc korzyści dodatkowe wzrastają poza obszar zdrowego odżywiania.
- umiarkowanym ruchu i czasie na relaks, które bardzo gruntują nas w zmianie stylu odżywiania i w ogóle życia. Choć wymagają konsekwentnego podejścia, to ich wpływ na utrwalanie tego, co nam służy (nie tylko ciału ale też psychice), jest nieoceniony. 

Jeśli chodzi o ETAP III i utrwalanie efektów, to sukcesywnie wiele wskazówek, podpowiedzi, propozycji, pojawia się bądź na tym blogu, bądź na fan page na FB (link) alkaliczny styl życia - zdrowie z wyboru 


Mimo wszystko wiem, że trwała zmiana nawyków to proces i moga pojawiać się porażki, a też zdarza się, że po oczyszczaniu, wracamy do starych, niekorzystynych przyzwyczajeń. Nie szkodzi. Trzeba próbować jeszcze raz i jeszcze raz, bo i tak, każdy dobry dzień, to dzień wzmacniający nasze ciało i dzień przybliżający nas do pełnego sukcesu. 

Kiedy ja się uczyłam i zdarzała się porażka, przechodziłam nad nią do porządku dziennego i wracałam na dobry tor. Nie od konkretnej daty w przyszłości, nie od poniedziałku..... a od TERAZ. Tym sposobem pewne zachowania weszły mocno w krew i stały się tak naturlane, że nie muszę się już zastanawiać, czy też wkładać w nie energii. TAK BĘDZIE I U WAS i zapewne to mogą też poświadczyć swoim przykładem wszyscy, którzy to już zrobili!!!

Dostałam wiele maili, wiele podziękowań i dobrych słów. Ja również dziękuję. 


Były też osoby, które wspominały o trudnościach w utrzymaniu dobrego kursu, o braku pomysłów na to, co i jak ugotować, jak to zorganizować, by nie zajmowało zbyt dużo czasu. Z tego powodu podjęłam decyzję o napisaniu ebooka, który miałby być ułatwieniem w utrwalaniu efektów dla wszystkich osób, potrzebujących konkretnych rozpisek i planów (wiem, że na początku drogi można się zagubić, bo sama to przechodziłam niejednokrotnie). Ebook będzie zawierał wiele konkretów - rozpisane odżywianie na 2 tygodnie po oczyszczaniu, listy zakupów jakie trzeba zrobić i też to, co trzeba mieć zawsze w zapasie, wytyczne dotyczące rozkładu/planu posiłków, najważniejsze rzeczy, o których trzeba pamiętać, trochę też moich własnych doświadczeń i (mam nadzieję) kilku dodatkowych osób i inne przydatne wskazówki, które mam nadzieję będą też motywacją. W skrócie, taki elementarz dzień za dniem. Instrukcja wprost do zastosowania. Nie mogę obiecać, kiedy ebook będzie gotowy (pochłania mnie rozwój firmy i czas jest jeszcze bardziej cenny aniżeli zwykle), ale będę się starała, aby został ukończony przed terminem zakończenia III edycji wspólnej odnowy. 


Jak zatem widzicie ODKWASZANIE może zrobić każdy na własną rękę. Jedynie osoby, które są chore, muszą się skonsultować z lekarzem, ponieważ niektóre choroby, wykluczają spożywanie niektórych pokarmów. ALE POZA TYM, nie potrzebujemy nic, co leży poza zasięgiem każdego z nas (finansowym, czasowym bądź innym). JEDYNIE DECYZJA...potem TROCHĘ WYTRWAŁOŚCI (którą znacznie wspomoże udział we wspólnej odnowie) i co najważniejsze DYSTANS DO EWENTUALNYCH PORAŻEK.

Z całą pewnością każdy z Was doświadczył sytuacji dobrego samopoczucia po jednym nawet dniu dobrego jedzenia. Chociażby w postaci uczucia lekkości, braku ospałości, lepszego snu, obudzenia się bez ociężałości i braku apetytu. I tego się trzymajmy. Tych pozytywnych efektów. Po odnowie one są ogromne. Wiele osób przedłużało oczyszczanie, tak dobrze się czuły. Potem już dobre wybory przestają być problemem (w końcu nagrody jaką uzyskujemy, nie da się zastąpić niczym innym)... by wreszcie stać się trwałym nawykiem, przynoszącym ciągłą radość i satysfkację. 

Osoby, które walczą z nadwagą. Oto realne spodnie mojego kolegi z datami. Efekty znakomite. Na wprowadzonych kilku zmianach. Organizm w równowadze pH, nie powinien borykać się z problemami nadwagi. 

ODCHUDZANIE TO NIE GŁODOWANIE - to właściwa wskazana wyżej proporcja różnych jedzonych produktów, z korzyścią dla wyglądu i zdrowia. 
Nawet w trakcie postu warzywno-owocowego, trudno mówić o głodowaniu i prawie wszyscy uczestnicy pisali, ze głodni nie są (często ku ich samych zdziwieniu) :). 




Przywrócenie równowagi pH wyreguluje pracę wszystkich układów w naszym ciele. Przywróci optymalną pracę narządów i świetny wygląd. Trwała zmiana zasad jedzenia zmieni życie. Podniesie jego jakość. WARTO!!! 




By zachęcić do podjęcia wyzwania zmiany, następny tekst będzie dotyczył profitów ze zmiany nawyków. Nie tych bezpośrednich, oczywistych, których się spodziewamy, ale też tych dodatkowych, które sa niemniej istotne, a prawdopodobieństwo ich wystąpienia, zostało potwierdzone w badaniach naukowych. 


ŻYJ ZDROWO, RADOŚNIE - ŻYJ ALKALICZNIE









wtorek, 10 czerwca 2014

TO CO Z TYM ODKWASZANIEM?


"(Bez)sens odkwaszania" - pod takim oto prowokacyjnym tytułem ukazał się artykuł w Twoim Stylu Numer 6 (287), czerwiec 2014. Przeczytałam go dwukrotnie i pozwolę sobie go skomentować. Nie wiem bowiem, co mógł mieć na celu, ponieważ odnajduję w nim zaprzeczenia. 
Z jednej strony, w treściach wskazuje się na bezsens odkwaszania organizmu, z drugiej jednak na zdrowe odżywianie, którego podstawą są produkty zasadowe: 
"Większości z nas wystarczy zbilansowany jadłospis z dużą ilością warzyw i owoców. Mięso powinno być tylko dodatkiem do diety, a nie, jak to często bywa, jej głównym składnikiem. Zarówno dietetycy, jak i lekarze zalecają jego jedzenie maksymalnie dwa, trzy razy w tygodniu, by ułatwić pracę nerkom. Dlaczego to takie ważne? Bo jeśli człowiek będzie unikał warzyw i owoców, a jadł głównie mięso i prdukty zbożowe, wtedy z pewnością nadmiernie obciąży nerki. A to przecież kluczowe narządy, które dbają o równowage kwasowo-zasadową w organizmie..."
Ale przecież duża ilość warzyw, to właśnie żywienie, które jest alkaliczne. Alkaliczność pokarmów jest dobrym wskaźnikiem, ponieważ sprawdzając zawartość pierwiastków mających działanie alkaliczne (jak na przykład potas, wapń, magnez, sód) łatwo zweryfikować w jaki sposób (alkalizujący, czy też zakwaszający) będzie na nas ta żywność oddziaływała. 
W artykule pojawiają się także zapisy 
"Jedzenie w minimalnym stopniu wpływa na regulację pH w organizmie. A już na pewno nie ma związku ze zmianą odczynu krwi".... "Jedyne na co jesteśmy w stanie wpłynąć za pomocą diety, to kwaśność moczu."
Ależ oczywiście, bo gdyby zakwaszający posiłek trafiał bezpośrednio do naszej krwi, nie przeżylibyśmy nawet minuty. Organizm jest wyposażony w mechanizmy regulujące, radząc sobie z produktami przemiany materii poprzez pracę nerek i płuc. Jednak, większość żywności spożywanej przez nas ma charakter zakwaszający, a ciało musi działać tak, aby utrzymywać pH krwi w równowadze. Gdy nasze odżywianie jest notorycznie zakwaszające, praca organów nie jest wystarczająca i pobierane sa minerały alkalizujące z zapasów tkankowych, a potem wreszcie z tkanek. Dlaczego? By krew trzymała odpowiedni poziom pH. Ale co wtedy dzieje się z tkankami? Wyobraźmy sobie, że dostarczamy w pożywieniu mało minerałów alkalizujących i te niedobory regulowane są ciągłym pobieraniem ich z wnętrza organizmu. To przecież logicznym jest, że powstają niedobory. Niedobory natomiast, to brak czegoś. A czy cokolwiek może dobrze funkcjonowac przy braku? Samochód nie pojedzie bez oleju, bo silnik się zatrze. Brak snu oznacza zmęczenie. Brak jakiegoś elementu w urządzeniu powoduje, że albo działa ono wadliwie albo przestaje działać zupełnie. Podobnie jest z naszym ciałem. Oczywiście, w przypadku naszego doskonałego organizmu, różne braki w pożywieniu, nie dadzą efektów natychmiast. Jednak choroby także nie powstają natychmiast. To proces... Długi. Ale pracujemy na niego codziennie. 
W innym miejscu czytamy 
"Dieta alkaliczna w chwytliwy sposób promuje oczywistości: warzywa i owoce są zdrowe, a nadmiar mięsa zwiększa ryzyko chorób cywilizacyjnych..." 
Dlaczego w chwytliwy? Alkaliczność to prosty wskaźnik dla żywności. Również w pokarmach innych aniżeli warzywa, mamy do czynienia z pokarmami mniej lub bardziej alkalicznymi, bądź zakwaszającymi. Mamy oczywisty miernik, zawarty w ilości minerałów alkalizujących, który pozwala nam zweryfikować, które produkty są najlepsze. Oczywiście trzeba jeszcze wziąć pod uwage przetwórstwo spożywcze, bo żywność przetworzona, to już zupełnie inna bajka aniżeli świeża i z reguły jest ona zakwaszająca. 
Kolejne zdanie 
"Pozytywne efekty odkwaszania, o których przekonują jego zwolennicy, czyli obniżenie ciśnienia, cholesterolu, poziomu glukozy, poprawa nastroju, niższa waga - wynikają między innymi z większej ilości witamin i minerałów w diecie oraz z ograniczenia produktów ubogich w wartości odżywcze, jak fast foody, słodycze....." 
Ale przecież wprost, te duże ilości minerałów i witamin pochodzą z żywności, która ma właściwości alkalizujące. Możemy nie mówić żywność alkaliczna, ale dłużej, opisowo, np. "żywność bogata w minerały, takie jak magnez, potas, wapń itp." Po co jednak sobie utrudniać życie. To tak, jak byśmy zamiast powiedzieć "mieszkamy w Polsce" mówili, mieszkamy w kraju, położonym w Europie Środkowej, zwanym Polską". Masło maślane i spór o nazywanie czegoś, zamiast skupienia na pozytywach i prostym przekazie. 

Z jednej więc strony, artykuł całkowicie podważa zasadność odżywiania alkalicznego, z drugiej raz po raz podaje proste przykłady dobrego odżywiania, z których wszystkie dotyczą żywności alkalizującej. 


Nie wspieram diety czysto alkalicznej, bo nie raz już pisałam o tym, że dla zachowania równowagi i dostarczenia organizmowi wszystkiego, czego on potrzebuje do optymalnego funkcjonowania, potrzebujemy produktów i kwasotórczych i zasadotówrczych. Każda jednostronna dieta jest niedobra i będzie powodowała braki, niedobory, złe funkcjonowanie organizmu, które w efekcie wpłynie na zdrowie. Kluczem jednak jest (także wspominany już przeze mnie) stosunek produktów z każdej kategorii: 70-75% tych o właściwościach alkalizujących, a 25-30%, tych zakwaszających. 


Odkwaszenie, jak najbardziej ma sens, ale nie jako jednorazowy akt raz w roku, po którym wracamy całkowicie do niezdrowych nawyków żywieniowych, w których dominuje żywność przetworzona i białko zwierzęce, ale jako dobry początek zmiany tych nawyków. Tak się składa, że podczas programów, które odkwaszają, jakim była na przykład wspólnie przeprowadzana odnowa (bomba mineralno-witaminowa dla naszego organizmu) - zaczynamy się lepiej czuć i efekty te uzyskujemy bardzo szybko. Mało tego, często organizm reguluje się i tracimy ochotę na niektóre niezdrowe rzeczy, które dotychczas były naszą codziennością. To nam daje pozytywnego powera i motywację do zrobienia kroku dalej. Więc jest to coś absolutnie dobrego, coś co pozwala nam lepiej słyszeć potrzeby swojego ciała. Niejedna osoba po odnowie pisała, że straciła ochotę na słodycze czy kawę lub lepiej zaczęła sypiać... Więc odpowiedź jest tylko jedna - TO ZNAKOMICIE. I róbmy takie programy od czasu do czasu.


Krytukujące zdanie 

"Jednak wiele z nas lubi zrobić dla zdrowia coś 'specjalnego'. - Stąd niedawna popularność diet typu detoks, a teraz w modzie jest tajemniczo brzmiące 'odkwaszanie'...." 
Ależ tak, bo zrobienie czegoś specjalnego daje też SPECJALNE EFEKTY, które bardzo nas mobilizują aby zrobić coś dalej. Więc ja widzę to, jako zaletę, nie wadę. Od wielu lat, kiedy jeszcze detoksy nie były promowane, może dlatego, że nie było kiedyś internetu i nie było łatwej drogi ich promocji oraz szerzenia informacji - robiłam czasowe detoksy (głodówki pełne lub warzywne). Efekt? Wzrastające dobre samopoczucie, pozbycie się wielu dolegliwości, uzyskanie odporności, przywrócenie równowagi ciału takiej, że radzi sobie ono bez problemu z grzeszkami. Mogę więc tylko całą sobą wesprzeć właśnie te SPECJALNE akcje. Ja będę robiła je zawsze, robią je od jakiegoś czasu moi rodzice, część moich znajomych. Znam osoby, które robią takie akcje po chorobach. Nie wspominając już o tym, że jest wiele ośrodków w Polsce, np. prowadzących programy według dr Ewy Dąbrowskiej lub wyjazdy rewitalizujące organizowane przez Adwentystów - z których obydwa można by nazwać zrobieniem czegoś specjalnego. I wierzcie mi - efekty TAKŻE SĄ BARDZO SPECJALNE i bardzo, bardzo szybkie. Zamiast więc krytykować, należałoby wspierać, że ludziom się chce podjąć wysiłek zrobienia dla swojego zdrowia czegoś tak specjalnego. 

Nie wiem czemu istnieje potrzeba krytykowania czegoś dobrego. Nawet gdyby była to moda, ale jest to moda służąca utrzymywaniu dobrego zdrowia i samopoczucia. A nie pisze się w prasie o dziesiątkach bestsellerów, które popularyzują diety bardzo szkodliwe i wyniszczające. Jeśli już krytykować i podważać - to właśnie to, co nam nie służy, a nie to, co jest dobre. Wszystko jedno czy nazwiemy coś odżywianiem alkalicznym, dietą dr Ewy Dąbrowskiej, postem warzywno-owocowym, dietą odkwaszającą, dietą Montignaca (opartą o indeksy glikemiczne)  itp. Skoro jest to dobre, daje ludziom jakieś ramy i konkretne wskazówki czego się trzymać, które do nich przemawiają i pozwalają na dokonanie dobrych zmian, w kierunku dobrych nawyków, to trzeba je wspierać, a nie krytykować. Osobiście popieram każdą dobrą dietę, jakkolwiek by jej nie nazwać, choć sama unikam słowa dieta. 

I dobrze też, że dla równowagi reklamy różnorodnych produktów mających domniemane dobre działanie, mamy też propozycje dobrych, różnie nazwanych diet. Przynajmniej więcej osób skorzysta, bo jesteśmy różni i różne rzeczy do nas przemawiają. W natłoku wytworzonego rynku mocno konsumpcyjnego, nie wystarczy powiedzieć "jedz warzywa, bo one są zdrowe". Trzeba podać dlaczego, co jest najzdrowsze, co możemy zyskać, co jest dostępne, co możemy ugotować, na co zwracać uwagę przy zakupach itd. itp. 

Artykuł, który sprowokował mnie do napisania tego długiego komentarza, moim zdaniem zamiast wsparcia, wnosi tylko udowadnianie swoich racji. Jakby to było najważniejsze. 


Ciekawa jestem, jaki jest Wasz jego odbiór. Artykuł znalazłam też w wersji elektronicznej tutaj >>> http://www.styl.pl/zdrowie/diety/news-bez-sens-odkwaszania,nId,1424758


MÓJ FAN PAGE NA FACEBOOKU: https://www.facebook.com/AlkalicznyStylZyciaZdrowieZWyboru?fref=ts

niedziela, 27 kwietnia 2014

ODNOWA - 10 dni postu warzywno-owocowego. 8-17 maja 2014r.




UWAGA!!! - tylko dla osób zdrowych. Osoby chore zawsze powinny skonsultować się z lekarzem!!!

Zebrane wskazówki do pobrania w pliku word TUTAJ >>>  https://drive.google.com/file/d/0B7kP_SjZ5mMMd2ZvQi1VUlVoQ3M/edit?usp=sharing

TYM RAZEM odnowę robimy na Facebooku: https://www.facebook.com/events/437364376407057/

NASZ HARMONOGRAM:

5.05 (poniedziałek) - 7.05 (środa) - odstawiamy mięso, wędliny i wszelkie pożywienie typu fast food. Nasze pożywienie ma być lekkie. Mozna sobie na te dni nagotować gar zupy z kaszy jaglanej lub krupniku ryżowego (są abrdzo lekkostrawne).

08.05 (czwartek)-17.05. (sobota) – post warzywno-owocowy. Dzień przed warto ugotować duży gar czerwonego barszczu według przepisu, który można znaleźć tutaj: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1451386488409724&set=pb.1389117717969935.-2207520000.1398496478.&type=3&theater

18.05-19.05 – zakończenie oczyszczania. W tych dniach nasze pożywienie będzie lekkie. Mozna ugotować krupnik ryżowy lub zupę z kaszy jaglanej uzupełnione o warzywa i owoce. Można zjeść kromkę chleba lub owoce, czy warzywa, które nie były dozwolone w trakcie oczyszczania. NIE JEMY JESZCZE MIĘSA, ani nic ciężkiego.



W TRAKCIE OCZYSZCZANIA BEZWZGLĘDNIE będą ZAKAZANE:

NIE MOŻNA (wszystkiego oprócz warzyw i owoców, przy czym podstawą mają być warzywa, a owoce wyłącznie jako dodatek). Na naszej liście produktów, z których NIE BĘDZIEMY W OGÓLE KORZYSTAĆ znajdą się:
Skrobia (ziemniaki), tłuszcze, białka (sery, mleko, mięso), węglowodany (kasze, zboża, chleb), fasola, groch, banany, gruszki, morele, czereśnie, figi, daktyle (inne owoce zawierające dużo cukru), orzechy, warzywa w puszkach lub inne przetworzone gotowe, czarna herbata i mocna zielona herbata, kawa, alkohol, nikotyna, jakiekolwiek przyprawy zawierające cukier, glutaminian itp.


ZAKUPY

WCZEŚNIEJ MOŻEMY:
- zaopatrzyć się w suszone zioła, co najmniej: tymianek, majeranek, bazylię, rozmaryn, lubczyk, szałwię
- kupić zapas czosnku, cebuli, i przyprawy, co najmniej: kurkumę, imbir suszony, kminek, pieprz, pieprz Cayen, cynamon mielony, ziele angielskie, listek laurowy, mieloną czerwoną paprykę, mieloną kozieradkę, także sól morską 
- może się także przydać przecier pomidorowy
- kupić do popijania herbatki ziołowe, takie, które mogą nam smakować, np. malinową, melisę, pokrzywę, rooibos, mieszankę kilku ziół (w wystarczającym wyborze są na przykład w Biedronce).  
- rozejrzeć się za dobrą kapustą kiszoną i ogórkami kiszonymi – także trzeba będzie mieć je w zapasie lub łatwo dostępne do dokupienia, gdyby się kończyły.

UWAGA: JEŚLI MACIE INNE SWOJE ULUBIONE PRZYPRAWY, Z KTÓRYCH KORZYSTACIE – sprawdźcie, czy nie zawierają glutaminianu, antyzbrylaczy lub innych podejrzanych składników, bo takie trzeba będzie całkowicie WYELIMINOWAĆ. CAŁKOWICIE WYELIMINUJEMY TEŻ różnorodne mieszanki warzywne w słoikach, bo one zawierają cukier, sól i różne dodatki konserwujące. Będziemy używać wyłącznie produktów świeżych i ewentualnie warzyw mrożonych (dobrze mieć coś na wszelki wypadek w zapasie, np. mrożone brokuły czy kalafior).

PÓŹNIEJ (na ostatnią chwilę):

WARZYWA I OWOCE najlepiej będzie kupić w ostatnich dniach, aby były świeże :).

Wśród nich dozwolone będą następujące:
Cytryny (one będą potrzebne codziennie, więc zróbmy zapas)
Buraki (będą konieczne w ilości potrzebnej na ugotowanie dużego garnka czystego barszczu, który bardzo nam się przyda). 
Świeży korzeń imbiru (około 30dkg)
A poza tym możemy wybierać wśród:
Grejpfruty, jabłka, kiwi, pamelo, marchew, pietruszka, brukselka, kapusta (różne rodzaje: biała, czerwona, włoska, pekińska), pory, sałaty, brokuły, bakłażany, kalafior, cukinia, seler, rzodkiew, rzepa, rzodkiewka, kalarepa, korzeń chrzanu (przyda się do doprawiania zamiennie z czosnkiem), ogórki kiszone, ogórki świeże, kabaczek, rukola, roszponka, pomidory, papryka, natka pietruszki, koper, seler naciowy, szczypiorek, jarmuż, rzeżucha, dynia, różnorodne kiełki do posypywania sałatek i potraw (brokuła, słonecznika, rzodkiewki, lucerny i inne).


Postarajmy się zakupić produkty najbardziej sezonowe. 
Trzeba przewidzieć gotowanie prostych zup, więc włoszczyzny przyda się więcej.

Innych warzyw i owoców NIE KUPUJEMY :). BĘDZIEMY JEDLI TYLKO PRODUKTY z pośród wymienionych powyżej, ALE ZA TO DO WOLI :).

WYTYCZNE DOTYCZĄCE JEDZENIA i PICIA:


1. Wszystkie możliwe do jedzenia warzywa, czy też owoce:
MOŻNA JEŚĆ w postaci surowej, gotowanej, pieczonej, duszonej, soków – rozcieńczać ciepłą wodą, zup, wywarów, kiszonek. Nie ma ograniczeń, co do ilości, ale tylko te z listy dozwolonych.


2. KONIECZNIE!!! CODZIENNIE muszą być zjedzone:
- Porcja produktów kiszonych (wpływają na oczyszczanie jelit i budowę właściwej flory bakteryjnej) – kapusta kiszona, ogórki kiszone, sok z kiszonych buraków (jeśli komuś zakwas nie wyszedł, będzie bez zakwasu). Kiszonki jadamy o dowolnej porze, albo samodzielnie, albo dodając je do surówek. Kto ma zakwas, niech wypije (niezależnie od jedzenia kapusty kiszonej bądź ogórków) między posiłkami codziennie ćwierć do pół szklanki. Kto zakwasu nie ma - będzie bez niego.
- Czosnek (przynajmniej jeden ząbek dziennie w postaci surowej) lub zamiennie chrzan (w postaci surowej). Można je dodać np. do surówek, dressingu z wody, cytryny i ziół lub duszonych warzyw na sam koniec itp.).


3. Obecnie jest ciepło na dworze, ale trzeba mieć potrawy gotowane (organizm w trakcie postu warzywnego nieco się wychładza). 

4. Potrawę na ciepło gotujmy na zapas tak, abyśmy mieli ją dostępną przez 2-3 dni.

5. Wśród potraw ciepłych będą mogły się znaleźć:
- leczo jarskie
- kapusta gotowana a’la bigos
- zupa warzywna/jarzynowa (może być też ogórkowa, albo kapuśniak, pomidorowa) 
- no i oczywiście zbawienny barszczyk czerwony, który na pewno każdy z nas doceni.

Poza w/w potrawami, można zjeść na ciepło coś bardzo prostego, np.
- zblanszowany brokuł lub kalafior doprawiony dressingiem: sól z mikroelementami lub morska + zmiażdżony ząbek czosnku + tymianek lub inne zioła + kilka kropel soku z cytryny + woda
- paprykę zapiekaną lub duszoną, nadzianą posiekaną cukinią+cebulą+natką pietruszki+zioła+sól+zmiażdżony ząbek czosnku
- pieczone jabłka posypane cynamonem lub mus jabłkowy (lekko rozgotowane w małej ilości wody, kawałki jabłek)
- uduszona papryka z cebulą + zioła, sól, czosnek

Jak widzicie powyżej, wszystkie te proste posiłki są do przygotowania w kilkanaście minut, dania ciepłe w pół godziny. Leczo, kapustę, zupę można zrobić na 2-3 dni, a barszcz do popijania, nawet na 4-5.
To będzie 10 dni, prostego jedzenia!!!.

6.     Jemy bez ograniczeń co do ilości jedzenia.

7.     W międzyczasie możemy podjadać jabłka, ogórki kiszone, marchewki, paprykę, kalarepę, seler naciowy, czy inne warzywa, które nam smakują na surowo. Można także przygotować sobie proste surówki, sałatki np.
- marchew z jabłkiem
- kapusta kiszona z jabłkiem (ewentualnie marchwią i porem)
- surówka z kapusty pekińskiej, ogórka kiszonego, cebuli (ewentualnie pora, selera naciowego, papryki)
- surówka z selera z jabłkiem z dodatkiem wody, soku z cytryny i soli
- sałatka z buraków z barszczu, podduszonych na odrobinie wody z czosnkiem i tymiankiem plus kilka kropli soku z cytryny
- roszponka z rukolą i dressingiem z ziół, wody, cytryny, soli

Surówki i wszystkie potrawy na ciepło można posypywać natką czy koperkiem lub szczypiorkiem (bardzo dodadzą aromatu i smaku).

8. Dużo pijemy, ale nie na siłę  (1,5-2litry dziennie) i głównie ciepłych herbatek ziołowych, owocowych  lub ciepłej wody. Jeśli jest nam chłodno, dodajmy do napojów 1-2 plasterki zmiażdżonego imbiru. Można też zagotować przez 5 minut 4 plasterki imbiru (ewentualnie kilka goździków) i taką imbirową herbatkę albo pić, albo zalać nią dowolnie wybraną owocową herbatę. Jeśli pijemy soki (tylko własne, naturalne, np. z marchwi, jabłkowy czy pomidorowy) – to koniecznie trzeba je rozcieńczyć pół na pół z wodą.

9.     Każdy dzień zaczynamy na czczo od szklanki ciepłej wody z cytryną (cytryna do smaku - tyle ile lubimy).

10.  Przed wyjściem do pracy zjedzmy solidne śniadanie.  Dobrze jest zjeść ciepłą potrawę (cokolwiek, co mamy na ciepło - zupę czy jarskie leczo). 

11.  Do pracy zabierzmy ze sobą jabłka, marchewki (coś, czym możemy zaspokoić głód; można też zabrać surówkę). Dobrze by było zabrać termos z gorącym, czystym barszczem do popijania (jeśli mamy taką możliwość. Gorący barszcz jest zbawienny). Potem w tym termosie możemy sobie zaparzyć herbatkę ziołową.

12. W barkach są dostępne różne sałatki, surówki. Jeśli mamy zwyczaj w trakcie pracy jadać w barkach, możemy zjeść czyste warzywa, sałatkę bez dressingu. Zapytajmy, czy czasem nie zostały do nich dodane oleje, cukier itp. (takich nie można).


DODATKOWE UWAGI:

1.     Mimo, że na dworze jest ciepło, ubierajmy się cieplej niż zwykle. Zabierzmy ze sobą dodatkowy sweterek, ponieważ w trakcie jedzenia tylko warzyw i owoców, nasz organizm się wychładza i mamy większe tendencje do marznięcia)
2.     KONIECZNIE zapewnijmy sobie przynajmniej 20 minut szybkiego spaceru (można to zrobić celowo wychodząc na spacer, albo zostawiając sobie dystans na dojście do pracy na nogach). Idąc, starajmy się skoncentrować na oddechu.
3.     Nie zrywajmy się na równe nogi po przebudzeniu (jest inne krążenie, wstajemy powoli)
4.     CODZIENNIE rano, przed lub po wstaniu z łóżka, poświęćmy 5 minut na myśl o tym, za co jesteśmy wdzięczni (można nastawić timer, żeby nie kontrolować czasu). Rzeczy, za które jesteśmy wdzięczni mogą być zupełnie zwykłe, jak to, że mamy ciepło w domu, przeszliśmy kolejny dzień odnowy ;), smakowała nam zupa, pojawiło się słońce, ktoś się do nas uśmiechnął, że trafił w nasze ręce ciekawy artykuł lub takie, jak to, że jesteśmy zdrowi lub zdrowi są nasi bliscy, że zakończyliśmy terminowo jakieś zadanie, że możemy odczuwać wszystkie zmysły itd. Rzeczy mogą się powtarzać każdego dnia (nie chodzi o to, aby wymyślać na siłę). Skupienie na wdzięczności powinno przynieść większy spokój, większą radość, pozytywne nastawienie do tego, co nas czeka i wiele innych korzyści. Jeśli będą chętni, to zrobimy też wirtualne spotkanie z wdizęcznością wieczorem, codziennie o 21:00 (5 minut wdzięczności z filmikiem z you tube). WDZIĘCZNOŚĆ jest bardzo ważna. Buduje odpowiednie nastawienie, wspomaga relaks, dobry sen i dystans do problemów, ułatwi okres oczyszczania. Koncentracja na tym, co mamy a nie na wyrzeczeniach, dziła cuda dla zdrowia i samopoczucia. 
5.     Na 10 dni postu warzywno-owocowego, postarajmy się zająć tylko obowiązkami, pracą i odnową. Zrezygnujmy z siedzenia na Facebooku i internecie ;), a pojawi się przestrzeń czasowa na odpoczynek i relaks. Możemy sobie zrobić masaż pod ciepłym prysznicem, albo poleżeć słuchając muzyki, albo pospacerować. Chodzi o to, aby poza tym, co musimy robić, resztę czasu przeznaczyć dla siebie, na niespieszne życie.
6.     Jeśli musimy gotować w tym czasie dla dzieci – zaplanujmy posiłki, których sporządzenie wymaga niewiele czasu (np. z wykorzystaniem mięsa drobiowego, które grilluje się szybko) i dania, które można przyrządzić z zapasem (np. pulpety z mielonego indyka, czy jakieś danie jednogarnkowe do ryżu).
7.     WYJĄTKOWO, przy uczuciu słabości lub gdy nam niedobrze  można wypić szklankę ciepłej wody z cytryną i łyżeczką naturalnego miodu.
8.     W razie zaparć można wypić rano wywar z warzyw (odlany z zupy warzywnej) z łyżeczką zmielonego siemienia lnianego. Siemię powinno postać chwilę.
9. Czasem w trakcie oczyszczania, pojawia się okresowo smak w ustach, który może nie być dla nas przyjemny. Rozwiązaniem dla uczucia świeżości jest ssanie goździków. 
10. Zrezygnujmy z mocno nachemizowanych kremów, balsamów do ciała itp. Kupmy albo kosmetyk konserwowany związakmi pochodzącymi z natury, albo używajmy do skóry w tym czasie - oleju kokosowego. 


UWAGA!!! 3-4 dnia, często pojawia się uczucie większej słabości, mogą wystąpić bóle głowy, gorzki smak w ustach, ewentualnie nasilenie jakichś dolegliwości czy uczucie, że jest nam niedobrze. Jest to normalne. Taki kryzys. Te dni akurat u nas, wypadną w pierwszy weekend. Z góry zaplanujmy, że weekend będzie swobodny, że będzie w nim dużo czasu na odpoczynek. Kiedy to przejdzie, POTEM będzie już tylko lepiej :). U mnie podobny kryzys, jeśli się pojawiał, zwykle trwał nie dłużej niż pół dnia, a często 3-4 godziny.

Przygotujmy wcześniej zakwas buraczany. Trzymany w lodówce, może stać przez wiele tygodni. Na to, aby zakwas był gotowy, potrzeba około 5-7 dni. Zrobienie zakwasu jest proste, wymaga maksymalnie pół godziny czasu, a przepis jest TUTAJ>>>>
https://www.facebook.com/photo.php?fbid=1473478122867227&set=a.1390093784538995.1073741829.1389117717969935&type=1&theater

Wiele cennych i inspirujących komentarzy znajdziemy pod postem odnowy styczniowej TUTAJ>>>
http://alkalicznystylzycia.blogspot.com/2014/01/odnowa-w-14-dni-28-stycznia-2014-roku.html

TYM RAZEM - mamy też wydarzenia na Facebooku TUTAJ>>>  https://www.facebook.com/events/437364376407057/

niedziela, 16 marca 2014

RÓWNOWAGA W ŻYWIENIU, to zarówno produkty zasadowe (75%), jak i kwasowe (25%)

Do zachowania równowagi, potrzebujemy w diecie zarówno produktów zasadowych, jak i kwasowych. Zwracam na to uwagę, ponieważ zdarzają się komentarze, że coś jest zakwaszające. 
WŚRÓD żywności ZAKWASZAJĄCEJ mamy bogactwo wartości, które są naszemu ciału potrzebne. Nasz organizm potrzebuje różnorodności, a nie monotematycznej diety, z uwagi na różne składniki odżywcze i ich proporcje zawarte w różnych produktach. Dobrym przykładem są tutaj jajka. Jajka zakwaszają. Ale są też produktem zawierającym wzorcowe pełnowartościowe białko, wiele witamin i minerałów, doskonałą formą pokarmu, ochronną m.in. dla oczu, serca i wpływającą na dobre działanie mózgu. Kto nie jest zatem weganinem - powinien jak najbardziej jeść jajka. 
CAŁA TAJEMNICA UTRZYMANIA CIAŁA W RÓNOWADZE PH (krew o odczynie lekko zasadowym) nie polega więc na całkowitej eliminacji produktów zakwaszających (skończyłoby się to wieloma niedoborami), ale na zachowaniu proporcji w żywieniu tak, aby produkty zasadowe stanowiły około 70-75% całości jedzenia. 
Jeśli na przykład z rana wypijamy zielony koktajl, to cokolwiek jeszcze potem byśmy zjedli (jajka, sery, pieczywo), dostarczona duża porcja produktów zasadowych w koktajlu (duża garść zieleniny, z owocem cytrusowym lub jabłkiem itd.) zapewniająca minerały alkalizujące, w dodatku w super przyswajalnej formie, jest właśnie takim przykładem równoważenia zakwaszającego posiłku. 
RÓWNOWAGA, a nie skrajności, to podstawa w żywieniu i nie tylko. Gdyby do tego wyeliminować żywność przetworzoną (wyjątkowo zakwasza i zawiera wiele składników kumulujących się jako toksyny) i dołączyć wybieranie produktów zakwaszających wśród tych najlepszych (np. z listy zakupów, jaką podawałam, albo w skrócie z załączonego slajdu) - to byłby niemalże ideał. ALE PRODUKTY ZAKWASZAJĄCE MUSZĄ BYĆ OBECNE W NASZYM ODŻYWIANIU tak jak i ZASADOWE. 
Mamy wiele wartościowych owoców, produktów z rodziny strączkowych, ziaren, orzechów, odmian ryżu - które są wspaniałe dla naszego ciała, a mają naturę zakwaszającą. Rezygnacja z nich jednak, byłaby dużym błędem i bardzo niekorzystnym działaniem. 
Kiedy zadbamy, aby w naszych posiłkach, należne miejsce znalazły produkty z grupy alkalizujących a dodatkowo włączymy przekąski ze świeżych owoców lub warzywnych, zielonych sałatek, zielone koktajle, nabierzemy nawyku korzystania z ziół i przypraw oraz posypywania potraw kiełkami, czy też korzystania z innych dobrodziejstw o charakterze zasadowym, do których nie raz wracam na fan page lub blogu - ZAPEWNIAM, ŻE NIE BĘDZIEMY SIĘ MUSIELI MARTWIĆ o ZAKWASZENIE. Organizm, który ma dostateczną ilość minerałów alkalizujących w pożywieniu, doskonale sobie radzi z produktami zakwaszającymi, bez zużywania wapnia, magnezu itp. z naszych tkanek. A jednocześnie czerpie z bogactwa tych produktów.  
Bardziej radykalnie warto postąpić tylko wtedy, kiedy nasze ciało jest zakwaszone i chcemy mu przywrócić równowagę. Wtedy faktycznie warto, na 2-4 tygodnie, skupić się na produktach zasadowych (taka zresztą była dieta, według której robiliśmy 14 dniowe oczyszczanie). Potem jednak, należy zadbać o różnorodność odżywiania, uwzględniającą także produkty o charakterze zakwaszającym. NAJLEPIEJ W PROPORCJI 75% ZASADOWYCH, 25% ZAKWASZAJĄCYCH. To zapewni nam trzymanie właściwego pH krwi, a w ślad za tym, czerpanie ze wszystkich profitów, jakie daje równowaga kwasowo-zasadowa (dobre samopoczucie, energia, łatwość utrzymania odpowiedniej wagi, głęboki, regenerujący sen i łatwość zasypiania, zdrowie, ładną zdrową skórę, witalność, poprawę koncentracji itd. )
Polecam bardzo rozsądnie napisany artykuł w temacie: http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,101460,15605153,Wszyscy_jestesmy_zakwaszeni___realny_problem_czy_kolejny.html?as=1

wtorek, 25 lutego 2014

DOSKONAŁOŚĆ "TERAZ" - sposób na stres


Te karteczki wiszą w różnych miejscach w moim mieszkaniu. Dlaczego? Ponieważ, jak pewnie większość z nas, spotykam się z różnymi problemami, a rozwiązanie niektórych z nich, przypomina "walenie głową w mur". Jestem przekonana, że mur jest najczęściej stworzony wewnątrz nas i rzutuje na rzeczywistość zewnętrzną. Ale w tym momencie nie o tym chcę pisać - choć na pewno wrócę do tego innym razem. 
Gdybym chciała cały czas myśleć o sprawach, których jeszcze nie udało mi się rozwiązać (innymi słowy, pozwolić sobie na zaabsorbowanie problemami), to wiem, że stres byłby silny, sen mało regenerujący, a wszystko wokół wydawałoby się nieistotne, bo przecież ja mam problemy. Czy to byłoby użyteczne? Ależ absoutnie nie. 
Obecnie jestem w takim czasie swojego życia, który mógłby zawładnąć mną mentalnie, gdybym tylko na to pozwoliła. W pewnym sensie, od tego co teraz się wydarzy, zależy moja przyszłość. I wiem, że gdybym pozwoliła myślom na swobodę, jedynym pewnym efektem byłby stres.
Już dawno jednak odkryłam, że chwila tu i teraz, jest doskonała sama w sobie. I choć nie jest to proste, aby pozostawać całą sobą w tej chwili, zwłaszcza, kiedy okoliczności zewnętrzne są niesprzyjające - to jednak jest to jedna z tych rzeczy, którym na pewno warto poświęcić wysiłek aby się tego nauczyć. 
A najlepiej, praktykować "TERAZ" do momentu wyrobienia zautomatyzowanego nawyku, tudzież w chwilach trudniejszych, rozwiesić chociażby takie karteczki, które przywoływałyby nas do doświadczania chwili bieżącej. 
W dalszej części napiszę o tym, że może to nie tylko uwolnić nas od odczuwania stresu, ale też wnieść do naszego życia przyjemność płynącą z prostego doświadczania, radość z życia i spokój.
Wcześniej jednak jeszcze trochę o myśleniu. 

Czy myślenie jest użyteczne? Ależ oczywiście, że tak. Potrzebujemy go w pracy, do rozwiązywania problemów, do snucia planów, do nauki, do podejmowania decyzji, do wyciągania wniosków, a nawet do oddania się marzeniom. Choć często, te najlepsze rozwiązania, wyłaniają się z ciszy. 

To jednak tylko część procesu myślenia. Ta dobra. Bo myśli pojawiają się w naszych głowach bez przerwy, także wtedy, kiedy zupełnie nie są nam do niczego potrzebne. Przychodzą mimowolnie, zabierając nam doświadczanie tego, co jest, kradnąc bezpowrotnie mijające chwile. Nie jest to wtedy użyteczne myślenie, ale chaos myśli w głowie. W dodatku znacząco wpływający na nasze samopoczucie, naszą rzeczywistość, zdrowie, osiągnięcia itp.. (kto jeszcze nie przeczytał malutkiej książeczki "Tak, jak człowiek myśli" to zachęcam, bo mam wrażenie, że wszystko, co zostało potem napisane odnośnie mocy naszych myśli, u swych źródeł miało właśnie przemyślenia Jamesa Allena - autora tej skromnej pozycji, napisanej w XVIII wieku). 

Trudno jest jednak pozbyć się myśli, a im bardziej staramy się to robić, tym bardziej one mogą się stać uporczywe. Zamiast walki z myślami, znacznie łatwiej jest skupić się na tym, co się dzieje teraz.... poczuć otoczenie. poczuć wykonywane czynności.... oddać im całą swoją uwagę i poczuć swoje zmysły, subtelne odczucia.

Chcę opisać coś, czego sama doświadczam i co dla mnie jest czymś wspaniałym. W odniesieniu do pozostawania w tej jednej chwili, która właśnie jest i w odniesieniu do tej części myśli zbędnych, jakie zaśmiecają umysł praktycznie przez cały czas, kiedy jesteśmy na jawie. Myśli, które nie służą niczemu, częstokroć powodując stres i zawsze oddalając nas od naszego własnego życia, którym żyjemy TERAZ. Bo co było i co będzie, albo już nie istnieje, albo jeszcze nie nadeszło.

Przypomnijcie sobie obejrzany film, który bardzo Wam się podobał, na którym, w trakcie seansu, skupiła się cała Wasza uwaga. Może nie jakiś film akcji, ale coś spokojniejszego. Czyż nie było tak, że różne drobne rzeczy przykuwały Waszą uwagę? Że wszystko było w tym filmie, niemalże doskonałe. Że kiedy główny bohater, robił tak zwykłą czynność, jak picie herbaty, to wydawało się to czymś wyjątkowym? A każdy ruch bohatera, czy to przegarnięcie włosów, czy dosiadanie konia było czymś zupełnie odmiennym niż rzeczywisotść jakiej doświadczamy wokół? Jeśli był to film wyjątkowy dla Was i oglądaliście go stosunkowo niedawno, zapewne pamiętacie takie różne, zdawałoby się bez znaczenia, sceny. Pozbawione dialogów i oparte na zupełnie nie jakichś nadzwyczajnych czynnościach. Czasem w filmach, pokazywane są sceny w zwolnionym tempie. I są one jeszcze bardziej niezwykłe. Marzymy o takim filmie w swoim własnym życiu, które wydaje nam się mało barwne. 
Otóż to, czego ja doświadczam (czasami, bo nie jest to stan permanenty, a szkoda ;)) - to jest dosłownie doświadczanie swego życia, jak takiego filmu, którego scenariuszem jest chwila, jaką żyję teraz. I to zwyczajne, codzienne życie, nagle staje się czymś wyjątkowym. Jestem bohaterką nie zakłóconej chwili i tego, co się aktualnie wokół dzieje. Sceny odczuwane i doświadczane są jeszcze bardziej intensywnie, jak te pokazywane w zwolnionym tempie z filmu. Pojawia się spokojna radość i zadowolenie. Z czego? Ze wszystkiego. Z drobiazgów. Z życia. 
Bo wtedy czuję że żyję. Czuję kiedy biorę kubek by zaparzyć herbaty. Czuję ciepło wody, spływającej po mych dłoniach, kiedy zmywam naczynia. Słyszę jej szum i odgłosy pobrzękiwania naczyń. Czy jesteście w stanie uwierzyć, że może to sprawiać przyjemność? Tak chwila zmywania, staje się przyjemnością, kiedy jestem obecna tylko w niej. 

Przy takiej koncentracji na momencie, cała rzeczywistość staje się niezwykła, doskonała i jakby magiczna... Radosna i pociągająca, mimo swej zwykłości. Staje sie pieknem samym w sobie. Niezakłócona bowiem niczym co było, ani niczym co będzie. A przecież wiemy, że obecność umysłu wtedy lub potem, przynosi różne uczucia, emocje, niepokoje, obawy, przerabianie wkółko i wkółko tego samego tematu. No i przede wszystkim, zabiera nam chwilę obecną.
Przeważnie lubimy kawę i jej zapach. Ale czy dostatecznie się nią delektujemy, tak aby przyniosła rzeczywiście 100% przyjemności, czy też pijemy ją mimochodem, siedząc przy biurku i nim się spostrzeżemy, kawy w kubku już nie ma, ale my nie złapaliśmy ani jednego momentu, z rozchodzenia się jej smaku i ciepła na ustach. 
To właśnie ciągłe myśli w głowie powodują, że żyjemy mimochodem. Tymczasem robiąc wszystko na 100%, czyli inaczej będąc na 100% w tej chwili, ze wszystkimi myślami, które poza nią nie wybiegają ani w przedtem, ani w potem - czynimy nasze życie niezwykłym, bo zwyczajnie to dostrzegamy. Czerpiemy radość z momentu. Przynosi to spokój i błogość, a życie staje się naszym filmem. W chwili obecnej nie ma strachu, nie ma lęku, nie ma więcej niż się dzieje teraz. Wszystko jedno, czy pracujemy, czy rozmawiamy z kimś, czy gotujemy, czy sprzątamy, słuchamy muzyki, oddajemy się marzeniom itd. 
Fascynuje mnie to, że zwyczajność, w której z pozoru nic się nie dzieje, potrafi przynosić poruszające doznania. I nagle się okazuje, że nic więcej nie potrzeba do zadowolenia i spokoju, jak tylko w pełni skupić się na teraz, porzucając wszelkie myśli, pozwalając sobie na odczuwanie i doświadczanie rzeczywistości poprzez zmysły.

Zwróćcie uwagę, gdzie jesteście Waszą głową, będąc na spacerze. Jest niemalże pewne, że większość z nas już myśli o zaparzeniu herbaty po powrocie do domu, albo o innych sprawach, ale na pewno, nie związanych bezpośrednio ze spacerem. Kiedy się temu przyglądamy, to myśli pojawiają się jedna za drugą jak pociągi ekspresowe, na wielotorowym torowisku.

Zróbcie, króciótki eksperyment, który dawno temu sama robiłam. Weźcie do ręki gronko ulubionego winogrona. Przyjrzyjcie się mu, poczujcie go w palacach. A dopiero po chwili, zamknijcie oczy i powoli włóżcie gronko do ust. Nie gryźcie go od razu. Poczujcie jego kształt, strukturę, temperaturę. A dopiero po chwili zacznijcie go zgniatać zębami, aż zacznie wyciekać sok. Powoli, skupiając się na każdej sekundzie tego doznania, jedzcie grono. Czy smakowało? A jak?

Zróbcie jeszcze jeden eksperyment. Umyjcie naczynia, ale nie w zmywarce haha (jeśli macie coś brudnego pod ręką). Jednak tym razem, zróbcie to w pełni świadomie. Czując każdy ruch dłoni, czując ciepło wody, słysząc ich brzęk, śledząc każdy ruch rąk i w pełni wczuwając się w tę prostą, codzienną czynność. Nie ma tu miejsca dla myślenia. Kiedy skupiamy sie całkowicie na tym, co właśnie robimy, nie ma przestrzeni dla myśli. A gdyby się pojawiały, po uświadomieniu sobie tego, spokojnie powróćcie do doświadczania zmywania naczyń, jak poprzednio. Czy to doświadczenie coś Wam pokazało? 

A może wydaje się stratą czasu nie wykorzystywanie go na myślenie przy wykonywaniu prostych czynności? Otóż stratą czasu to nie jest, bo uczy uważności i bycia w pełni w chwili obecnej. To z kolei procentuje wieloma profitami, jak dystans do problemów i siebie, zadowolenie, radość bez powodu, spokój wewnętrzny, zdrowie, nie marnowanie czasu na martwienie się na zapas (najczęściej nasze głowy absorbują myśli, które nie są z tych najprzyjemniejszych), brak stresu, dobry sen, docenianie chwili, poczucie szczęścia, wzrost kreatywności, otwartość na dostrzeganie rzeczy, których normalnie byśmy nie zauważyli.. i wiele, wiele innych. W dwóch słowach RADOŚĆ Z ŻYCIA. I wcale nie trzeba na taki efekt długo czekać. 

Kontrola myśli daje SPOKÓJ. Myśli przywołujące sytuacje lęku, bądź złości, obawy o jutro - pociągną też za sobą podobne uczucia i emocje. Dobra wiadomość jest taka, że działa to także w odwrotną stronę. Myśli okiełznane, wyeliminowanie tych bezużytecznych, przyniosą spokój.
Niedawno spotkało mnie przykre wydarzenie, które miało miejsce w niedzielę wieczorem. W dodatku problem, jaki się pojawił, nie był do rozwiązania w niedzielę. Więc nic nie mogłam zrobić. Gdyby to się stało szereg lat wstecz, miałabym noc z głowy. Zdenerwowanie czy stres, nie pozwoliłyby mi zasnąć, a przez głowę przewijałyby się filmy myśli, gruntujące tylko, lub wręcz pogłębiające, ten nieprzyjemny stan.
Jednakże stało się inaczej. Po pół godzinie, uświadomiłam sobie, że przecież jest niedziela wieczór, że nie mogę podjąć żadnego działania do poniedziałku rano. A także to, że chcę dobrze spać i obudzić się nazajutrz wypoczęta. Natychmiast zaczął pojawiać się spokój. Zaparzyłam sobie zioła, które wypiłam z łyżeczką miodu, posłuchałam muzyki. Nie myślałam już tego wieczora o zdarzeniu i, jak zapewne się domyślacie, kiedy przyszła pora snu, zasnęłam szybko i głęboko jak dziecko. A w poniedziałek z samego rana, usiadłam do rozwiązania kłopotu. 
Tylko ode mnie zależało, w powyższej sytuacji, czy dam się opanować stresowi i poddam beznadziejnej nocy, czy też utrzymam moc spokoju w sytuacji, w której nic do zrobienia nie było. A słowa "ale przecież chcę dobrze spać... " były wystarczające, by zapanować nad umysłem. 
Kilka lat temu, przez blisko 2 lata, w mojej łazience na lustrze, wisiała kartka z napisem "zastanów się, czy to, co właśnie myślisz, jest dla ciebie użyteczne". Widziałam ją codziennie, a teraz już jej nie potrzebuję. Nawykowo wracam w różnych sytuacjach do takiego właśnie pytania. I nawykowo niemalże, usuwam z głowy to, co rodzi niepokój, bądź inny niekomfortowy stan. 

Do napisania tych słów od siebie, skłonił mnie film, jaki ostatnio obejrzałam pt. "Siła spokoju"
Gdyby ktoś miała ochotę, to film jest dostępny na you tubie TUTAJ:
https://www.youtube.com/watch?v=HVuzllVrTUE
Może nie jest to film, zrealizowany w jakiś szczególny, porywający sposób, ale jego przesłanie jest niezwykle wartościowe. Znajdziemy w nim też wiele istotnych, dla każdego z nas, myśli. No i film jest oparty na prawdziwych wydarzeniach, co ja zawsze bardzo sobie cenię. Często też powtarzam, że to życie właśnie pisze najlepsze scenariusze, na podstawie, których potem powstają inspirujące filmy. 

Pozbywanie się chaosu myśli w głowie przynosi spokój. A spokój, to moc. Także moc doświadczania. Mój przyjaciel powiedział ostatnio do mnie "kocham twoją spokojną duszę". Ale ja wiem, że ona taka nie była od zawsze. Że moja droga do spokoju to był świadomy trening. No i on jeszcze się nie skończył, bo tak jak wszystko, spokój także, może być coraz głębszy i coraz bardziej doskonały. 
Kiedy on się taki staje, wierzcie mi, że odczuwane szczęście albo radość także stają się coraz bardziej intensywne. Życie staje sie przygodą.
Nie mylmy spokoju z brakiem życia, żywotności czy spontaniczności. Z moich doświadczeń jest zupełnie odwrotnie i dziecięca radość w dorosłym człowieku, zaczyna się tutaj, gdzie pojawia się spokój umysłu. Bo to swego rodzaju WOLNOŚĆ i brak ograniczeń. Wyzwolenie od opinii, przekonań, które przecież mogą dalece mijać się z prawdą. W spokoju wszystko, co się pojawia, jest dobre. 
Spokój umysłu i jego wyzwolenie od bezużytecznych zakłóceń, pomaga też w pracy. Wpływa pozytywnie na kreatywność, wydajność, poczucie przepływu. 
Niezmiernie jest istotny dla naszych relacji, złaszcza tych bliskich. To ważny temat, ale zbyt obszerny, aby choć szerzej o nim wspomnieć w tym poście. 
W jakąkolwiek dziedzinę życia byśmy się nie zagłębili, spokój umysłu, przynosi dla niej tylko korzyści.

Nauczenie się opanowania mimowolnych myśli, zanurzania się w chwilę obecną, utrzymywania spokoju umysłu, jest częścią zwycięstwa nad samym sobą. Jest wolnością.

"TERAZ" JEST METODĄ DOSKONAŁĄ NA DOBRE SAMOPOCZUCIE. Połączone z WDZIĘCZNOŚCIĄ działa CUDA :)

Piękne słowa O CISZY-SPOKOJU, SPOKOJU-CISZY: http://www.youtube.com/watch?v=qQBrcVSrfHk
Zainteresowanym doskonaleniem bycia w teraz, polecam książkę "Potęga Teraźniejszości" Eckhart Tolle

Ufff... ale się napisałam ;)

MÓJ FAN PAGE NA FACEBOOKU:  https://www.facebook.com/AlkalicznyStylZyciaZdrowieZWyboru?fref=ts

                                                                      Fot. Mariusz Lewicki – podróżnik, fotograf, pilot,